Banner Top
ostatnia aktualizacja 14 Mar 2014 14:08

Groźna niespodzianka

W trakcie prac związanych z przebudową ulicy Racławickiej, w godzinach popołudniowych 20 lipca br. robotnicy firmy energetycznej układający nową infrastrukturę energetyczną wykopali spod jezdni niewybuch. O niebezpiecznym odkryciu została zawiadomiona policja. Przybyli na miejsce zdarzenia policjanci zabezpieczyli miejsce znalezienia niewybuchu, a wezwany z Krosna Odrzańskiego patrol saperski, przy zachowaniu wszelkich środków ostrożności, wywiózł pocisk na jeden z poligonów, gdzie zostanie on zdetonowany. Pocisk został wykopany spod powierzchni jezdni wyłożonej „kocimi łbami”, w której przeleżał w sumie kilkadziesiąt lat, a po niej dziennie przejeżdżały setki pojazdów, naprzeciw wejścia do Zespołu Szkół Licealnych i Technicznych, i kilkanaście metrów od bramy wiodącej do Zespołu Szkół im. M. Kopernika. Wszystko wskazuje na to, że jest to niewybuch burząco -odłamkowego pocisku moździerzowego kalibru 82 mm, ważącego około 3,1 – 3,7 kg i zawierającego około pół kilograma materiału wybuchowego, a jego promień skutecznego rażenia - jak wypowiadają się znający na tych sprawach saperzy - wynosi około 250 – 300 metrów... Wyjątkowo też nie zarządzono ewakuacji mieszkańców pobliskich posesji, niemniej jednak zostały zachowane wszelkie procedury bezpieczeństwa. W ciągu ostatnich lat jest to kolejna znaleziona śmiercionośna pozostałość z czasów wojny. We wrześniu 2009 roku w trakcie prac rewitalizacyjnych prowadzonych na Wyspie Teatralnej, pod czerpakiem koparki nastąpiła eksplozja granatu. W 2001 roku saperzy usuwali niewybuchy z ul. Pułaskiego. Niewykluczone, że podczas dalszych prac związanych z przebudową ulicy Racławickiej robotnicy mogą się natknąć na podobne „pamiątki”. Strach pomyśleć, gdyby nastąpiła - z jakichś przyczyn - ich eksplozja w trakcie roku szkolnego, gdy na boiskach i chodnikach przebywają uczniowie, a ulica jest zapełniona samochodami.

Antoni Barabasz

  • 0

Personel pilnie poszukiwany

Zachodnie Centrum Medyczne, a konkretnie oddział internistyczny zlokalizowany w Gubinie boryka się ze znalezieniem obsady kadry medycznej. - Przystępując do prac związanych z uruchomieniem na terenie powiatu działalności szpitala, chyba nikt nie liczył się z taką skalą trudności - mówi prezes ZCM Zygmunt Baś.

W dalszej części rozmowy nasz rozmówca dodał: - Mimo kilkukrotnych terminów uruchomienia jego działalności, lekarze deklarujący wstępnie chęć podjęcia pracy w Gubinie wycofują swoje oferty. Prowadziliśmy rozmowy z lekarzami, którzy mieli być tu zatrudnieni. W momencie, gdy wystąpiłem – mając ich wstępne deklaracje – do Lubuskiego Oddziału Narodowego Funduszu Zdrowia z prośbą o ogłoszenie konkursu, dwóch lekarzy odmówiło ich podpisania i z tego powodu musiałem wystąpić z wnioskiem o unieważnienie konkursu. Nie chciałbym w tym momencie operować żadnymi nazwiskami. A zgodnie z procedurą na oddziale internistycznym musi pracować dwóch lekarzy w godzinach 7:00-15:00 i trzeci lekarz w godzinach od 15:00 do godziny 7:00 rano dnia następnego. Jest prowadzonych też wiele rozmów z innymi lekarzami ze strony starostwa. Na początku sierpnia planujemy kolejne spotkanie, którzy ewentualnie podjęliby się pracować w Gubinie, ale jakie warunki oni postawą – tego nie wiemy. A nie są to lekarze z Gubina. Na przykład w jednym konkretnym wypadku – pani doktor z Wrocławia, która wyraziła wolę pracy na dyżurach stwierdziła wprost, że interesuje ją otrzymanie mieszkania lub pokoju hotelowego o odpowiednim standardzie. Na to naszej spółki po prostu nie stać... Jeżeli chodzi o zatrudnienie lekarzy spoza Polski – są prowadzone rozmowy z dwiema firmami doradczymi; jedną zielonogórską, a drugą z Poznania. Temat jest otwarty – ale muszą to być lekarze mający potrzebną nam specjalizację i nostryfikację dyplomu lekarskiego - uznaną przez Krajową Izbę Lekarską do pracy w Polsce, którzy zdali też egzamin państwowy z języka polskiego. Poznańska firma zażądała zaliczki na swoją działalność, bez żadnej gwarancji, że znajdzie lekarza z odpowiednimi kwalifikacjami. Natomiast firma z Zielonej Góry jest otwarta na wszelkie nasze sugestie

Prezes nie ukrywa też, że jest problem ze znalezieniem do pracy pielęgniarek, szczególnie ze specjalizacją położniczą. Bliskość szpitala akademickiego w Zielonej Górze powoduje, iż duża część z nich znalazła tam lepiej płatną pracę, a  inne wyjechały z kraju. Z ekonomicznego punktu widzenia – ze względu na oddalenie oddziału internistycznego – jest to utrudnienie w jego działalności, generując dodatkowe koszty. Mówimy tu o kosztach samego przewozu pacjentów na różnego rodzaju konsultacje pomiędzy oddziałami obu części szpitala. - Jednak ze względu na to, że chodzi tu o szpital i zapewnienie opieki medycznej mieszkańcom powiatu, można i należy takie ryzyko ekonomiczne podjąć. Liczę też na to, iż właściciele Zachodniego Centrum Medycznego będą się starali skutecznie dofinansowywać naszą działalność – mówi Z. Baś.

W Gubinie na stałe musiałby się znajdować lekarz anestezjolog (a jeden lekarz nie może pracować non-stop), gdyż zgodnie z procedurą interna musi mieć wydzielone specjalne łóżko intensywnego nadzoru medycznego oraz lekarza dyżurnego na Izbie Przyjęć w Krośnie, który w przypadkach, gdyby sytuacja tego wymagała, byłby w karetce w czasie transportu pacjenta z Krosna do Gubina lub odwrotnie. Oprócz niego w karetce Systemowej Ratownictwa Medycznego musi znajdować się dwóch ratowników medycznych. W wielu przypadkach są to pacjenci, którzy po konsultacjach medycznych nie kwalifikowaliby się do leczenia szpitalnego, tylko ambulatoryjnego. Dochodzi do tego konieczność odwiezienia takiego pacjenta do jego miejsca zamieszkania. - Inne koszty też są niemałe, jak ogrzewanie, opłata za energię elektryczną, konieczne bieżące remonty. Wystąpiliśmy do właściciela o dokapitalizowanie spółki, otrzymaliśmy zresztą dużą kwotę na bieżącą działalność; potrzeby finansowe są też duże - konieczne remonty, zakup środków medycznych, kadrowe, szkolenia kadr, a zwłaszcza te związane z zakupem niezbędnego sprzętu. Wykorzystujemy obecnie stary sprzęt, który – mocno wyeksploatowany – pozostał po „Grupie Nowy Szpital”. Posilamy się też sprzętem dzierżawionym, za którego używanie płacimy comiesięczne raty, lub tzw. sprzętem „demo”. Z tzw. „wolnej ręki” sprzętu i urządzeń nie możemy kupić, ponieważ obowiązuje nas Ustawa o Zamówieniach Publicznych i skrupulatnie musimy jej przestrzegać – dodaje nasz rozmówca.

Są jednak i dobre wiadomości. Z dniem 27 lipca zaczął funkcjonować Zakład Opiekuńczo-Leczniczy w Gubinie. Zakład będzie funkcjonował w systemie całodobowym. Docelowo może przyjąć 35 podopiecznych. - Nie byłoby jednak tego kroku do przodu, gdyby nie wielkie zaangażowanie wielu ludzi dobrej woli na czele ze znanym przedsiębiorcą Andrzejem Iwanickim, który nie szczędzi własnych finansów, aby szpital w Gubinie wreszcie „ruszył”! Jest w tym też duża zasługa Zarządu Powiatu Krośnieńskiego na czele ze Starostą Mirosławem Glazem, radnego powiatowego Jacka Czerepko i burmistrza Miasta Gubina, Bartłomieja Bartczaka. Martwi mnie jednak fakt – a temat było bardzo szeroko nagłaśniany w mediach – iż rząd przekaże nam ze swojej puli milion dwieście tysięcy złotych na zakup sprzętu medycznego. Tymczasem mija już trzeci miesiąc, a tych środków po prostu nie otrzymaliśmy - podkreśla na zakończenie rozmowy Prezes Zygmunt Baś.

Antoni Barabasz

Od redakcji: Z dziennikarskiego obowiązku informujemy, iż powyższy wywiad miał miejsce w piątek – 28 lipca br. Tymczasem w poniedziałek, 31 lipca, pojawiła się w przestrzeni publicznej informacja, że Prezes Zachodniego Centrum Medycznego – Zygmunt Baś złożył rezygnację z zajmowanego stanowiska. Swoje obowiązki będzie pełnił do końca sierpnia 2017 roku

  • 0

Wieloletni Prezes

Urodzony w Gubinie w 1951 roku. Jak na gubinianina przystało, tu ukończył szkołę podstawową i liceum ogólnokształcące. W 1973 roku przekroczył progi Powszechnej Spółdzielni Spożywczej „Społem” przy ulicy Fabrycznej. I tu od ponad 44 lat codziennie rozpoczyna pracę. Józef Domań – prezes PSS „Społem” od 1991 roku.

Człowiek, który jak mało kto ma firmę w „małym palcu”. Wszak prezesuje od 26 lat. Szlify zdobywał pod okiem najpierw prezesa Emila Panka, później prezes Urszuli Kondracik (od 1978 roku). Pod jej skrzydłami w roku 1983 wchodzi w skład Zarządu jako Wice­prezes ds. Handlu i Gastronomii. W skład zarządu wchodziła jeszcze Krystyna Olejnik - Wiceprezes ds. Ekonomicznych. Jak wspomina tamte czasy? - To była zupełnie inna spółdzielnia niż dzisiejsza. Byliśmy gubińską potęgą. Już w 1975 roku Spółdzielnia posiadała 31 sklepów o powierzchni użytkowej 3741 m 2. Jako lokalny potentat handlowy Spółdzielnia dużo inwestuje w nowe obiekty, a także unowocześnianie już istniejących. Wiele istotnych dla funkcjonowania firmy wydarzeń ma miejsce wcześniej, na początku lat 70-tych. Powstają kolejne sklepy. W 1983 roku Spółdzielnia staje się samodzielną i niezależną jednostką organizacyjną o nazwie „SPOŁEM” Powszechna Spółdzielnia Spożywców w Gubinie – wspomina prezes Domań.

Lata płyną, wiceprezes Domań kończy studia na Akademii Ekonomicznej w Poznaniu, firma ciągle rozwija się, choć nadciągające zmiany ustrojowe dadzą wkrótce znać o sobie. - Wkrótce po objęciu fotela prezesa, w związku z tzw. prywatyzacją handlu, prawie wszystkie obiekty dzierżawione przez PSS zostały odebrane Spółdzielni bez jakiegokolwiek odszkodowania z tytułu prowadzenia w nich modernizacji. Swoją działalność musieliśmy oprzeć na 3 sklepach własnych i 2 dzierżawionych. Trzeba było intensywnie myśleć o przyszłości – podkreśla J. Domań.

I wówczas prezes postawił prawie wszystko „na jedną kartę”. Lata 1992-1995 charakteryzują się dynamicznym rozwojem Spółdzielni. Wybudowano duży obiekt handlowy niedaleko poczty, kolejne 7 sklepów przy ul. Obrońców Pokoju (tzw. „żółte dachy”), kupiono sklepy przy ulicach Świerczewskiego, Batalionów Chłopskich i Miedzianej, uporządkowano sprawy własnościowe. Mądrość i przewidywanie przyszłości przez prezesa wyszły firmie na dobre. Dziś tamte decyzje sprzed ponad 20 lat procentują. - Dziś, choć łatwo nie jest, nie mamy długów. Spółdzielnia nie ma żadnych zaległości płatniczych wobec dostawców towarów i usług. Regularnie płacimy pensję prawie 30 pracownikom. Spółdzielnia posiada liczący się majątek i to jest naszym atutem – podsumowuje prezes Domań. Spółdzielnia obecnie posiada 12 obiektów handlowych i 1 piekarnię.

Jakie firmy z „tamtych lat” pozostały w mieście? Można wyliczyć je na palcach jednej ręki. Wśród nich „SPOŁEM” Powszechna Spółdzielnia Spożywców w Gubinie. Prezes Józef Domań nie chce odpowiedzieć na pytanie, kiedy powie dosyć. - Póki co, chciałbym być na tyle zdrowym, by jak najdłużej przychodzić na Fabryczną. To moje powołanie i na razie nie wyobrażam sobie, by mogło być inaczej.

(sp)

  • 0

Nowe ulice – nowe tablice

Na niektórych gubińskich ulicach pojawiły się tabliczki z nową nazwą ulicy, zgodnie z uchwałą przyjętą przez Radę Miejską w czerwcu 2017 roku. Pisaliśmy o sprawie wcześniej, że to działania wynikające z ustawy dekomunizacyjnej.

Na razie na ulicach z nową nazwą wiszą dwie tabliczki – ze starą i nową nazwą. By pomóc przybyszom z innych miast i przyzwyczaić dotychczasowych lokatorów. Np. pod szyldem ulica Świerczewskiego zawisła tabliczka ulica Szkolna, pod marszałkiem Żymierskim - Platanowa. Podobnie jest na pozostałych ulicach, gdzie nazwa ulicy uległa zmianie. Tu i ówdzie pojawiły się nowe tabliczki z numerem porządkowym posesji i nową nazwą ulicy. Nowa ulica Szkolna ma już prawie na wszystkich domach lśniące nowością niebieskie tabliczki. Czyżby mieszkańcy bez ponaglania pośpieszyli z wymianą?

Zdaniem Ireneusza Korzeniewskiego – zastępcy naczelnika Wydziału Nieruchomości i Gospodarki Przestrzennej w UM, prawo geodezyjne i kartograficzne stanowi, że obowiązkiem właściciela posesji jest w ciągu 30 dni od otrzymania numeru porządkowego umieścić go w widocznym miejscu. Prawo nie reguluje, w jakim terminie należy zmienić tabliczkę na domu po zmianie nazwy ulicy. Marek Macho-Michalak z gubińskiego PUM poinformował, że budynki przy ulicy Szkolnej są wspólnotami zarządzanymi przez PUM i za pieniądze z tzw. funduszu eksploatacyjnego wspólnoty zakupiono nowe tabliczki. – Skoro jest taka uchwała Rady Miejskiej o zmianie nazw ulic, to nie ma co dyskutować i czekać. Wymieniono we wszystkich wspólnotach tam, gdzie zmieniono nazwę ulicy - powiedział gazecie. Zatem koszty nowej tabliczki obciążą tylko właścicieli domów nienależących do wspólnoty.

Czy pojawią się jeszcze inne koszty związane ze zmianą nazwy ulic? Wyjaśnialiśmy wcześniej, że nie ma obowiązku zmiany dokumentów osobistych, np. dowodu. Ten zmienimy dopiero po utracie jego ważności. Pytano o dane zawarte w dokumencie Księgi Wieczystej. Czy muszą już teraz ulec zmianie?

W art. 5. 1. Ustawy „dekomunizacyjnej” z 1 kwietnia 2016 roku czytamy: Pisma oraz postępowania sądowe i administracyjne w sprawach dotyczących ujawnienia w księgach wieczystych oraz uwzględnienia w rejestrach, ewidencjach i dokumentach urzędowych zmiany nazwy dokonanej na podstawie ustawy, są wolne od opłat. Punkt 2. - Zmiana nazwy dokonana na podstawie ustawy nie ma wpływu na ważność dokumentów zawierających nazwę dotychczasową. (sp)        

  • 0

Coraz mniej mieszkańców

Gmina Schenkendöbern (odpowiednik wiejskiej Gminy Gubin) w minionym roku straciła około 50 mieszkańców. Powodem są przede wszystkim wyprowadzki mieszkańców i ujemny przyrost naturalny, informuje południowo-brandenburski dziennik „Lausitzer Rundschau” („Przegląd Łużycki”).

Na początku roku 2016 mieszkało w tej gminie jeszcze 3677 mieszkańców. W ciągu roku odnotowano 19 urodzeń i 48 zgonów. Do gminy sprowadziło się 133 osoby, a  opuściło ją 152 mieszkańców. Na koniec 2016 pozostało tu jeszcze 3629 mieszkańców. Przed dziesięciu laty gmina liczyła 4210 mieszkańców.

Opr. i przekład: K. Freyer

Można zwiedzać Farę

W lipcu i sierpniu istnieje możliwość zwiedzania Fary Gubińskiej. W celu umówienia terminu trzeba udać się do galerii „Ratusz” Gubińskiego Domu Kultury lub skontaktować się telefonicznie: 68 455 82 04, 793 670 511 lub 500 821 062.

(am)

  • 0

Trwają poszukiwania nastolatki

Wciąż trwają poszukiwania młodej mieszkanki Gubina. Kinga wyszła z domu przed kilkoma dniami i od tego czasu nikt jej nie widział. Telefon nastolatki milczy. Policja prowadzi poszukiwania gimnazjalistki. Powód ani przyczyna zaginięcia dziewczyny na razie nie są znane.

Zdjęcie zaginionej można zobaczyć pod tym linkiem: https://www.facebook.com/photo.php?fbid=1605021526177402&set=a.727412463938317.1073741849.100000087092252&type=3&theater

  • 0

Gubiński ślad katastrofy gibraltarskiej

Niemal dokładnie 74 lata temu (4 lipca 1943 roku) około godziny 23:06 czasu lokalnego doszło do wypadku lotniczego samolotu B-24 Liberator II LB-30 nr. AL. 523. Na pokładzie znajdowało się 16 osób, w tym także adiutant generała Władysława Sikorskiego, porucznik marynarki Józef Ponikiewski, który był wujem gubinianina Jerzego Ponikiewskiego. W celu zbadania katastrofy przeprowadzono kilka niezależnych śledztw. Historycy nie osiągnęli konsensusu co do przyczyn i okoliczności, jakie towarzyszyły temu zdarzeniu.

Rodzina Ponikiewskich to znana rodzina posiadaczy ziemskich. Wśród nich zacni przedstawiciele świata nauki, powstańcy listopadowi, wielkopolscy i warszawscy oraz działacze społeczni, zasilający panteon wybitnych Wielkopolan. Od pokoleń dzielnie służą Ojczyźnie ciężką pracą, nauką, a kiedy zajdzie potrzeba – własną krwią. Po II wojnie światowej ich majątki skonfiskowały władze komunistyczne, a ci którzy przetrwali wojnę, zostali pozbawieni swoich domów i musieli szukać w życiu nowych zajęć. W ten właśnie sposób do Gubina trafiła rodzina Jerzego Ponikiewskiego. – W naszej rodzinie niewiele mówiło się o tamtych czasach. Rodzice i dziadkowie tych tematów unikali, ponieważ nasza rodzina, tak jak inne ziemskie rody,była poddawana represjom – wspomina pan Jerzy.

Wracając do katastrofy gibraltarskiej, według oficjalnej wersji wydarzeń przyczyną katastrofy było zablokowanie sterów, a kluczowym dowodem miały być zeznania ocalałego pilota. – Nigdy nie przyjęto u nas do końca oficjalnej wersji katastrofy. Ojciec wspominał, że wciąż zmieniały się wersje i żadna nie była spójna. Ot choćby taka, że ofiary znaleziono w nocnej bieliźnie, a potem informowano, że w mundurach w samolocie – mówi J. Ponikiewski, dodając, że według jednej z wersji część ofiar przeżyła katastrofę.

Adiutant generała Władysława Sikorskiego, porucznik marynarki Józef Ponikiewski urodził się w 1916 roku w Brylewie. Ważną datą w jego życiorysie jest 30 sierpnia 1939 roku. Tego dnia opuścił Gdynię i popłynął do Anglii, biorąc udział w działaniach na Morzu Północnym. 3 marca 1940 roku został dowódcą 2 plutonu w batalionie szkolnym marynarki wojennej we Francji, a miesiąc później rozpoczął służbę na okręcie-bazie ORP „Gdynia”, który stacjonował w Anglii. W następnym roku awansował do stopnia porucznika i wyznaczono go na adiutanta gen. Sikorskiego. Feralnego dnia 4 lipca 1943 roku zginął w katastrofie gibraltarskiej. Józef Ponikiewski pochowany został na cmentarzu Lotników Polskich w Newark koło Londynu i pośmiertnie odznaczony Srebrnym Krzyżem Zasługi i Medalem Morskim. W 2010 roku jego ciało zostało przeniesione na cmentarz w Oporowie. 1 grudnia 2010 roku został pośmiertnie odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. W wyniku katastrofy gibraltarskiej stwierdzono u niego złamanie czterech żeber, obojczyka i kości piszczelowej. Miał dwóch braci: Stanisława i Andrzeja. Obaj także walczyli w czasie II wojny światowej. Stanisław zginął w obozie jenieckim. Został powieszony, a jego ciało przez trzy dni wisiało na szubienicy, aby budzić grozę współwięźniów. Z kolei Andrzej przeżył wojnę (został ranny podczas słynnego pojedynku z pancernikiem „Bismark”) i w Londynie założył spółkę giełdową.

Andrzej Matłacki

  • 0

Każdy może wesprzeć odbudowę katedry

Wczoraj (4 lipca) zarząd województwa na posiedzeniu przyjął projekt uchwały zakładający przekazanie 300 tys. zł na wykonanie robót budowlanych, związanych z usuwaniem skutków pożaru oraz akcji gaśniczej w gorzowskiej katedrze. Uchwała trafi teraz pod obrady sejmiku, którego sesja nadzwyczajna odbędzie się w najbliższy czwartek w Gorzowie Wlkp.

Kościół Mariacki jest najstarszą budowlą w Gorzowie. Zbudowany został w drugiej połowie XIII wieku jako miejski kościół parafialny. Pierwotnie zaplanowany został jako romańska bazylika, ostatecznie otrzymał formę gotyckiej pseudobazyliki. Świątynia posiada trzy pięcioprzęsłowe nazwy przykryte gotyckimi, krzyżowymi sklepieniami. W 1945 r. kościół ustanowiony został katedrą.

Każdy z nas może wesprzeć dzieło odbudowy zniszczonej na skutek pożaru katedry gorzowskiej. Najłatwiej zrobić to poprzez dokonanie wpłat na rachunki bankowe: 81 1020 1954 0000 7602 0101 3754 (rachunek diecezji zielonogórsko-gorzowskiej) lub 25 1020 1954 0000 7102 0069 8399 (rachunek gorzowskiej parafii katedralnej). Trzeba pamiętać, aby w tytule przelewu był dopisek „Katedra”.
W najbliższą niedzielę (9 lipca) we wszystkich kościołach diecezji zostanie przeprowadzona zbiórka do puszek na odbudowę katedry. Tego dnia podczas mszy św. duszpasterze odczytają list bp. Tadeusza Lityńskiego.

(am)

  • 0
Subskrybuj to źródło RSS

2°C

Gubin

Cloudy

Humidity: 84%

Wind: km/h

  • 24 Mar 2016 7°C 2°C
  • 25 Mar 2016 9°C 4°C