Banner Top
ostatnia aktualizacja 14 Mar 2014 14:08

Kilka pytań do...

Z Teresą Oparą – radną Rady Miejskiej i wiceprzewodniczącą Parafialnego Zespołu ”Caritas” rozmawia Antoni Barabasz

Znając Pani wielkie zaangażowanie społeczne w pracy parafialnej w parafii pw. Matki Boskiej Fatimskiej, dziwnym byłoby, gdyby głosami mieszkańców nie została Pani wybrana do rady Miejskiej Gubina?

Jest to rzeczywiście moja pierwsza kadencja sprawowania mandatu radnej. Zgodziłam się na kandydowanie po wielu rozmowach i namowach oraz długim zastanawianiu się, czy po prostu podołam w sprawowaniu tej funkcji. Teraz mogę z czystym sumieniem stwierdzić, iż nie żałuję swojej decyzji. Bardzo dobrze mi się układa współpraca zarówno z burmistrzem Bartczakiem, wiceburmistrz Justyną Karpisiak i Przewodniczącym rady Edwardem Patkiem. Tworzymy zgrany zespół w klubie radnych, nawet się nie spodziewałam, że tak dobrze uda nam się „zgrać”. Jestem Przewodniczącą Komisji Bezpieczeństwa, Pomocy Społecznej i Ochrony Środowiska. Ponadto pracuję w Komisji Kultury, Oświaty i Wychowania. W przeszłości byłam Przewodniczącą Rady Rodziców w Szkole Podstawowej Nr 3, Gimnazjum Nr 1 i Zespole Szkół Ogólnokształcących. A jeszcze wcześniej przez wiele lat zajmowałam się między innymi działalnością socjalno-bytową i kulturalną w nieistniejącej „Carinie”.

Zwykle Przewodniczący podobnej komisji kojarzy mi się z przedstawicielem służb mundurowych, którym zazwyczaj jest mężczyzna. Nie bała się Pani podjęcia tego wyzwania?

Słaba płeć – silną jest! Musimy na ten problem spojrzeć trochę szerzej. Nie są to sprawy związane tylko z porządkiem publicznym, ochroną przed wandalami. Jest to szeroko pojęte bezpieczeństwo także w ruchu drogowym, jak np. oznakowanie pionowe i poziome ulic. Temu zagadnieniu będzie poświęcone najbliższe posiedzenie Komisji, której mam zaszczyt przewodniczyć. Weźmie w nim udział przedstawiciel policji, jak też jedna z osób zajmujących się zawodowo nauką jazdy w mieście, która przy okazji zna miasto „na wylot”!  Praca komisji będzie miała niejako formę „wyjazdową” – na zasadzie wizji lokalnej. Są to też sprawy związane ze sprawnym współdziałaniem wielu instytucji.

Wiele miejscowości posiada systemy monitoringu. Jakie jest Pani zdanie na ten temat?

Temat jest mi znany, gdyż o monitoringu rozmawialiśmy wielokrotnie w klubie radnych i na Komisji. Byłabym bardzo szczęśliwa, gdyby w Gubinie udało się zainstalować monitoring! Jest to również moje marzenie jako radnej i przewodniczącej. Ale z drugiej strony zdaję sobie sprawę z innych, równie ważnych zamierzeń i wydatków z nimi związanych. Są projekty, jak np. termomodernizacja szkół. Utrzymanie dróg miejskich i obiektów oświatowych, mimo pozyskania wielu dotacji, pochłania z naszego budżetu duże środki. Na wszystkie zamierzenia nie starcza nam finansów. Ale jestem przeciwna likwidacji Straży Miejskiej, gdyż jest ona po prostu potrzebna!

Jak Pani postrzega działalność Domu Kultury w naszym mieście?

W mojej ocenie Gubiński Dom Kultury, który jest instytucją wiodącą i odpowiada za tę działalność, działa dobrze. Może gdybyśmy mogli przeznaczyć inne środki w budżecie, byłoby go stać na jej rozwinięcie. Być może są osoby, którym marzy się sprowadzenie artystów z absolutnie górnej półki. Ale w Gubinie może znalazłoby się kilka, może kilkanaście osób będących w stanie zapłacić kilkaset złotych za bilet wstępu na koncert takiej gwiazdy. Pod tym względem nie mamy co się porównywać do dużych aglomeracji z ich poziomem kultury i zarobkami mieszkańców... A moim zdaniem dyrektor placówki jest bardzo operatywny i ma wyczucie, co się może podobać, a co nie. Musimy tym sposobem mierzyć swoje kulturalne apetyty na finansowe możliwości.

Pracuje Pani także społecznie w Parafialnym Zespole „Caritas”, działającym przy kościele pw. Matki Boskiej Fatimskiej?

Tak. Jest to pozarządowa Organizacja Pożytku Publicznego, której celem jest między innymi udzielanie pomocy materialnej, jak też duchowej. Działam w niej już 12 lat, to rzeczywiście szmat czasu z jednej strony, a z drugiej jest jeszcze wiele do zrobienia na rzecz wiernych i potrzebujących. W Zespole pełnię funkcję wiceprzewodniczącej, natomiast Przewodniczącym, niejako z urzędu, jest proboszcz danej parafii. W naszym zespole jest nim ks. prob. Marian Grażewicz. Siłą rzeczy, na przestrzeni lat zmieniały się też formy naszej działalności. Jest to między innymi prowadzenie przykościelnego magazynu, pomoc przedświąteczna, z której w tym roku korzysta 290 osób. Jest ona prowadzona w ramach ogólnopolskiego programu dożywiania ludności. Wydajemy dla potrzebujących artykuły żywnościowe otrzymywane z Diecezji zielonogórsko-gorzowskiej. Osoby kwalifikowane do otrzymania tej pomocy są do nas kierowane przez Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej. Są nimi przede wszystkim kryteria dochodowe. Oprócz przygotowywania (komisyjnego) paczek i ich wydawania, na naszej „głowie” spoczywa cała statystyka związana ze sprawozdawczością. Od 7. lat prowadzimy też inną akcję, „Podziel się z innymi”. Jest to indywidualna inicjatywa naszego Zespołu „Caritas”. Wywieszamy w kościele stosowne ogłoszenia, i parafianie, w miarę swoich możliwości, przynoszą albo określone produkty, albo gotowe paczki. Są też przypadki, że otrzymujemy przygotowane paczki ze wskazaniem na konkretną rodzinę. Są one następnie dostarczane przez naszych wolontariuszy do rodzin, bądź osób samotnych, seniorów. Jest to ze wszech miar dobrowolna akcja. Preferujemy towary mające długi okres przydatności do spożycia. W wyjątkowych wypadkach są to wędliny, ale bezwzględnie muszą one być zapakowane próżniowo. Poprzednio, przez okres 5 lat, organizowaliśmy też kolonie letnie dla dzieci i młodzieży. Ze względów organizacyjno-finansowych, głównie z powodu braku konkursów na ich prowadzenie i tym samym braku dotacji, zaprzestaliśmy ich organizowania. Zamiast tego prowadzimy Katolicki Klub Seniora, w ramach którego organizujemy turnusy rehabilitacyjno-wypoczynkowe.

Proszę opowiedzieć o jego działalności.

Jak wspomniałam, w jego ramach zajmujemy się np. organizowaniem turnusów rehabilitacyjno-wypoczynkowych. Organizujemy je już sześć lat, a na przestrzeni ostatnich dwóch, dzięki zrozumieniu ich wagi, otrzymujemy na ten cel dotację z Urzędu Miasta, a to dzięki przychylności burmistrza. Siłą rzeczy, są to jedynie tygodniowe wyjazdy, bo na dłuższe nas nie stać. W tym roku np. byliśmy w miejscowości Międzywodzie nad Bałtykiem. Wzięło w nim udział 35 osób, a następne 10 osób pojechało z nami komercyjnie, pokrywając pełną odpłatność. W ramach tego wyjazdu były trzy zabiegi leczniczo-rehabilitacyjne ordynowane przez lekarza. Był też program animacji kulturalnej, w ramach którego były dwie wycieczki – do Świnoujścia i na koncert w Kamieniu Pomorskim. Najważniejsze jest to, że jego uczestnicy wrócili bardzo zadowoleni. Nasz obiekt znajdował się jedynie 50 metrów od morza i jego szum chyba nie przeszkadzał w spaniu! W poprzednich latach byliśmy m.in. w Głogowie, Gościmiu, Dziwnówku. Rozpiętość wiekowa uczestników turnusów jest bardzo duża i waha się między 55 a 87 lat!

Sprawując mandat radnej i działając w Zespole ”Caritas”, ma Pani też swoje marzenia, te niejako zawodowe i bardziej osobiste?

Chciałabym, aby nasze miasto rozwijało się w podobnym tempie, jak to się dzieje w ciągu ostatnich kilku lat. Wbrew pozorom, dzieje się dużo. I to dobrego! Marzeniem, chyba nie tylko moim, jest powstanie 2-3 zakładów pracy. Aby zmniejszyło się tak bardzo dokuczliwe bezrobocie. Niestety, ani „Obuwie”, w którym przepracowałam szmat czasu, wspólnie ze swoim małżonkiem, ani „Odzieżówka” już nie wrócą. Likwidację „Cariny” – dużego kombinatu (bo to nie był jedynie zakład w Gubinie), mój mąż przypłacił zdrowiem. Przydałaby się poprawa infrastruktury miasta, powstanie kilku placów zabaw, dalsze remonty ulic i chodników. Ale bądźmy realistami, na to są potrzebne i środki, i czas. Bardzo mi się podoba inicjatywa radnego Romanowskiego, dotycząca instalacji pojemników z torebkami na psie odchody, może tytułem eksperymentu zainstalujemy takie pojemniki w kilku punktach miasta, szczególnie przy dużych blokach mieszkalnych. Nie są to kosztowne wydatki. Wracając do moich marzeń związanych z pracą w Zespole Parafialnym  „Caritas”, marzę o większym zasobie środków finansowych. Możemy prowadzić różne formy działalności, gdy będziemy posiadali na ten cel fundusze! Prywatnie - chciałabym zostać wreszcie babcią, albo żoną dziadka, a „babcie” potrafią szaleć na punkcie wnuczek lub wnuków! Chciałabym, abyśmy wspólnie z mężem mieli więcej zdrowia i chciałabym móc dalej pracować społecznie. Osiągnęłam w życiu bardzo dużo, marzy mi się jeszcze kilka wycieczek zagranicznych, niestety z powodu swojego stanu zdrowia małżonek nie może w nich uczestniczyć. Ja w sumie lubię pracować z ludźmi. A drugi człowiek w moim życiu był i jest zawsze bardzo ważny! Jestem chyba urodzonym społecznikiem...

Dziękując za interesującą rozmowę, życzę Pani ich spełnienia.

  • 0

Kilka pytań do...

Z Ziemowitem Patkiem, radnym Rady Miejskiej, nauczycielem w Zespole Szkół Ogólnokształcących rozmawia Antoni Barabasz:

Czym jest dla Pana ten szczególny dzień – Rocznica Odzyskania Niepodległości?

W domu zostaliśmy wychowani w duchu patriotyzmu i poszanowania tradycji. To, co nam – dzieciom - nasz tata (żołnierz zawodowy) zaszczepił, powoduje, że oprócz  radości z jej odzyskania, szacunku dla tego święta, odczuwamy powagę i pewien podniosły nastrój. Są to te emocje, których według mnie obecne pokolenie – młodzież wychowywana w całkiem innych realiach – chyba nie odczuwa. Ale my nadal z tego święta robimy martyrologię, cmentarz – zamiast się cieszyć tak, jak to robią Amerykanie w dniu 4 lipca. Ale jest to moje subiektywne odczucie.

Rozumiem, iż 11 listopada klasa mundurowa będzie uczestniczyła w jego obchodach?

Oczywiście, teraz już nie klasa, a trzy klasy mundurowe noszące od kilku tygodni zaszczytne imię Ułanów Karpackich wezmą udział wraz ze sztandarem Liceum Ogólnokształcącego im. Bolesława Chrobrego i przedstawicielami Stowarzyszenia Strzelecko –Obronnego Gubiński Klub Sportowy PIONIER w miejskich uroczystościach poświęconych niemal setnej rocznicy Odzyskania Niepodległości. Nie zapominajmy też że w tym dniu przypada rocznica zakończenia działań wojennych w I Wojnie Światowej.

Wracając do klas mundurowych funkcjonujących w ZSO – skąd się pojawiła inicjatywa jej utworzenia?

W potocznym powiedzeniu „ojców sukcesu jest wielu”, a ja nie chciałbym, aby ta inicjatywa była kojarzona tylko ze mną. Działań grupy inicjatywnej było wiele, ścierały się różne koncepcje, ale sprawy organizacyjno – prawne spoczęły w rękach Haliny Bogatek –dyrektor Zespołu Szkół Ogólnokształcących.

W pracach przygotowawczych aktywnie tez uczestniczyła Izabela Pochyła; zaprosiliśmy do współpracy Leszka Grzegorzaka, który wówczas nie pracował w naszej szkole oraz ja. Z drugiej strony nie da się oddzielić idei utworzenia klasy mundurowej od prac organizacyjnych związanych z powstaniem Stowarzyszenia Strzelecko – Obronnego Gubiński Klub Sportowy PIONIER. Działania organizacyjne niemal się zazębiały. Decyzja o utworzeniu klasy mundurowej zapadła wiosną 2015 roku. Stowarzyszenie zawiązało się natomiast w maju. Już w lipcu tego roku Statut Stowarzyszenia został zarejestrowany w Krajowym Rejestrze Sądowym, a we wrześniu zyskał akceptację Ministerstwa Obrony Narodowej. Z momentem uzyskania tej akceptacji uzyskaliśmy zielone światło do współpracy  jednostkami wojskowymi. W listopadzie podpisano pierwsze umowy ze strategicznymi partnerami - 17 Wielkopolską Brygadą Zmechanizowaną i Centrum Szkolenia Wojsk Lądowych w Poznaniu, ale też ze wszystkimi służbami mundurowymi podległymi Ministerstwu Spraw Wewnętrznych i Administracji oraz z wieloma instytucjami, stowarzyszeniami i organizacjami pożytku publicznego. Porozumienie o współpracy z wojskiem skutkuje cyklem szkoleń praktycznych jednodniowych i obozami w oparciu o jednostki wojskowe i Centrum. W przeciwieństwie do podobnych klas z innych szkół ta sytuacja umożliwia naszym uczniom branie udziału w rzeczywistym szkoleniu na sprzęcie bojowym, wykonywanie strzelania z użyciem ostrej amunicji, pokonywaniu taktycznych torów przeszkód jak robią to żołnierze podczas szkolenia w realiach pola walki. W przyszłym roku mury szkoły opuści pierwszy rocznik klas mundurowych.

Czy wszyscy z absolwentów zwiążą się z mundurem?

Myślę, że nie. Część z nich na pewno trafi do wojska, niektórzy skierują swoje kroki do pracy w policji. Ale część z nich po prostu nie wiąże swojej przyszłości z mundurem. Czy w związku z tym utworzenie klasy o profilu mundurowym należy uważać za chybiony pomysł? Zdecydowanie nie! Podobne klasy mają sens istnienia w kilku aspektach. Jednym z nich jest wspomniane przygotowanie do służby w formacjach mundurowych. Tu mała dygresja: Dwóch wychowanków naszego Stowarzyszenia w tym roku rozpoczęło studia w szkołach oficerskich. Jak opowiadali – branie czynnego udziału w szkoleniu organizowanym przez Stowarzyszenie znacznie ułatwiło im pierwsze dni funkcjonowania w wojskowej rzeczywistości. Poznali przecież porządek dnia w jednostce, musztrę, obycie z bronią, regulaminy. W stosunku do osób „z cywila” po prostu szybciej się adoptowali do koszarowego stylu funkcjonowania. Dla niezdecydowanych z pewnością jest lepiej po trzech latach nauki w szkole średniej zdanie matury, zweryfikowanie swoich predyspozycji i ewentualne ukończenie studiów cywilnych, niż – uzyskując tytuł „inżynier pola walki” – nie mieć żadnych perspektyw na znalezienie pracy w sektorze cywilnym, gdy okaże się, że wojsko to jednak nie "moja bajka"... Inna grupa beneficjentów, to ci uczniowie chcący zdać normalną maturę, ukończyć cywilne studia, a tzw. mundurówkę traktują poprzez na przykład obozy, szkolenia, możliwość odbycia strzelania z broni palnej, jazdę specjalistycznymi pojazdami wojskowymi – jako fajną wojskową przygodę.

Kto był inicjatorem założenia Stowarzyszenia Strzelecko – Obronnego PIONIER?

Ten pomysł wyszedł od mojego kolegi Andrzeja Kalinowskiego. A ja? Zostałem poproszony przez niego o pomoc. Udało nam się pozyskać do współpracy i jego organizacji ludzi, którzy nie lubią bezczynnie siedzieć i mieć pretensje do innych, że w Gubinie nic się nie dzieje. A przecież to „Gubin wojskiem stał”! Cieszymy się bardzo, że udało nam się zaprosić i przekonać do idei utworzenia oraz  współpracy gen. dyw. rez. Wiesława Michnowicza. Pełni on funkcję Prezesa Stowarzyszenia Strzelecko – Obronnego Gubiński Klub Sportowy PIONIER. Początkowo był dość sceptycznie nastawiony do tego zamiaru. Jego doświadczenie i szacunek do Jego osoby w kręgach decyzyjnych Wojska Polskiego pozwoliły na szybkie przebrnięcie przez całą masę spraw organizacyjnych. Dzięki temu w bardzo krótkim czasie przeskocyliśmy przez sprawy formalne. Mam cichą nadzieję, że aktywnie w działalność naszego Stowarzyszenia włączą się też pozostali Panowie Generałowie – mieszkańcy naszego miasta. Wiem, że jeden z nich jest mocno zaangażowany w działalność Polskiego Związku Strzelectwa Sportowego i jest we władzach klubu „Śląsk Wrocław”, a drugi deklaruje, iż w przyszłości aktywnie się włączy w naszą działalność, ale potrzebuje odpoczynku i dystansu.

Obserwując Pana zaangażowanie w organizację klasy mundurowej – zastanawiam się czy jednak nie miał pan ciągotek do munduru?

Ależ nie! Ja bardzo lubię swoją pracę, ale przyznaję się, że był taki moment, że myślałem poważnie o zostaniu żołnierzem zawodowym. Mundur zawsze był w naszym domu, a wraz z nim szacunek dla niego i tradycji wojskowych. Wszyscy synowie w naszej rodzinie – mam jeszcze 4 braci i jedną siostrę – odbyli zasadniczą służbę wojskową. Z drugiej strony związanie się z zawodem wojskowego, a sympatia dla munduru – to całkiem inny klimat. Cieszę się z tego, co robię jako nauczyciel wychowania fizycznego jak też ze swojej pasji w działalności pozazawodowej w Stowarzyszeniu. Wydaje mi się, że robię to dobrze i ta działalność przynosi mi wiele satysfakcji. Działam też aktywnie w stowarzyszeniu Olimpiady Specjalne Polska, gdzie jestem chyba jedynym we władzach, który nie pracuje w szkole specjalnej czy innej jednostce zajmującej się opieką nad osobami niepełnosprawnymi intelektualnie. Od 25 lat zajmuję się pływaniem. A to co robię odnośnie klasy mundurowej wynika też z mojego wychowania patriotycznego wyniesionego z domu. Uważam to za swój obowiązek, aby młodym ludziom wpajać te wartości i uczyć ich czegoś więcej, niż możemy to zrobić jako szkoła bazująca na programach nauczania. Młodzi chłopcy jadąc po raz pierwszy na obóz wojskowy często mają problemy z prawidłowym zasłaniem łóżka... Wszystkiego można się nauczyć – poczynając od obsługi technicznej "wozu", na kursie czyszczenia butów kończąc..., ale taka jest też specyfika życia w armii. Jednocześnie na tego typu obozach nie dopuszczamy, aby dochodziło do negatywnego zjawiska zwanego w wojsku „falą” w stosunku do uczniów klas młodszych. Mimo wszystko hierarchiczność wśród uczniów klas widać, tym bardziej, że na ich wniosek został wypracowany system awansowania i noszenia stopni wojskowych. Młodzież sama sprowokowała taki system, stworzyliśmy odpowiedni regulamin i co semestr uczniowie mogą być awansowani. Warunkiem uzyskania wyższego stopnia jest średnia ocen powyżej 3,65,  bardzo dobre zachowanie oraz aktywny udział w zajęciach proobronnych.

Ale to wszystko robi Pan kosztem swojego życia prywatnego, domu rodziny?

To prawda. Chciałbym w tym momencie mocno przeprosić swoją rodzinę, a z drugiej strony podziękować jej za wyrozumiałość dla tego co robię. Nie ukrywam, że praca zawodowa, działalność społeczna i pozalekcyjna zabiera mnóstwo czasu. Dni wolne – sobota, niedziela – są często zajęte przez organizację zawodów sportowych. Czwartkowe wieczory to z kolei zebrania Zarządu Stowarzyszenia. Do tego dochodzi praca w Radzie Miejskiej, komisjach... Dla mnie doba winna liczyć co najmniej 48 godzin!

Jest Pan również radnym Rady Miejskiej. Z jakimi problemami najczęściej się spotykacie?

Jestem Przewodniczącym Komisji Młodzieży, Sportu i Turystyki. Jest to praca niejako zbliżona do tego co robię jako trener i działacz sportowy. Druga komisją, w której pracach uczestniczę – jest to Komisja Kultury i Oświaty, aczkolwiek praca w Komisji Bezpieczeństwa także by mi odpowiadała. Praca w Radzie to przede wszystkim rozsądne dysponowanie środkami publicznymi, jakimi są finanse miasta, a efekt ”krótkiej kołdry” finansowej jest znany aż za bardzo... Kiedy brakuje pieniędzy to żeby komuś dać określone środki, trzeba je zdjąć z limitu wydatków na inną działalność.

Jak się Pan zapatruje na bardzo popularny od kilku lat tzw. budżet obywatelski?

Temat nie jest mi obcy. Wiem, że w wielu miastach jest on „na topie” i nie jeden raz jest bardzo rozsądnie realizowany. Przychylam się jednak do sugestii burmistrza Bartczaka, aby budżet miasta w zakresie inwestycji nie był rozdrabniany, ale jakoś „chomikowany”. W taki sposób będzie on stanowił wkład własny, który umożliwi pozyskanie środków zewnętrznych  na znacznie większe inwestycje. Tym sposobem zapewniamy sobie niezbędne fundusze na pozyskiwanie środków zewnętrznych np. związanych z budowa hali sportowej czy dróg. Według mnie inwestycje realizowane w 100% z budżetu miasta są barbarzyństwem. Budżet obywatelski w jakiś sposób zaburza demokrację ponieważ to mieszkańcy dali mandat radnym, aby ci w ich imieniu sprawowali władzę i podejmowali określone decyzje finansowe. A taki budżet obywatelski zabiera radzie miejskiej jej kompetencje.

A jakie są Pana marzenia?

Jako radny marze o takim stanie, w którym my – jako radni – mielibyśmy jedno, jedyne zmartwienie: na co wydawać pieniądze! Ale to chyba utopia... Taki stan finansów mogłoby nam chyba zabezpieczyć powstanie kompleksu wydobywczo – energetycznego. Mamy przykłady takich gmin, na terenie których znajdują się kopalnie. Tam na żadną inwestycje nie brakuje środków. Jeżeli miałbym dalej marzyć – ta marzy mi się skutecznie działający szpital...

Prywatnie – jako męża i ojca? To chyba trudne pytanie; jest to bowiem swoisty konflikt interesów. Poświęcając więcej czasu rodzinie – musiałbym się zrzec tego, co mi przynosi satysfakcję –pracy społecznej, swojej pasji... A rodzinie życzyłbym, aby po prostu miała mnie więcej dla siebie, ponad to, co jestem w stanie dać im teraz. Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się dzieciom poświęcić więcej czasu. Gdybym jednak nie czul satysfakcji z tego, co robię, to po prostu bym się tym nie zajmował. Przecież jest to większości praca społeczna nie mająca przełożenia finansowego.

Dziękuję za rozmowę.

  • 0

Pośrednicy w przekazywaniu dobra

Akcja Szlachetna Paczka znów zawitał do Gubina. W tym roku ponownie powstał w naszym mieście rejon, w którym działa mała, bo ośmioosobowa grupa wolontariuszy. Jej liderem w tym roku jest Paweł Piasecki, który zastąpił na tej funkcji Dominikę Bąk. Dominika - z inną funkcją - nadal działa w rejonie. Wolontariusze przyjęli na siebie trudne zadania związane z odnalezieniem w naszym mieście i okolicach rodzin, które potrzebują wsparcia, ale poza tym wykazują się postawą niecodzienną i walczą o lepszą przyszłość.

Wolontariusze docierając do nich, poznają potrzeby tych najbardziej potrzebujących i sporządzają opisy rodzin, które trafią do ogólnopolskiej bazy. To właśnie na podstawie opisów potencjalni darczyńcy będą mogli wybierać te rodziny, dla których zobowiążą się przygotować paczki. Otwarcie „bazy rodzin” nastąpi już 18 listopada 2017 r. na stronie www.szlachetnapaczka.pl

Kto może zostać Darczyńcą? Najprościej - każdy z nas. - Ale zalecamy robić to w większych grupach, które można już powoli tworzyć. Jedną paczkę przygotowuje kilka lub nawet kilkadziesiąt osób. Darczyńca w całym procesie przygotowywania paczki ma wsparcie w wolontariuszu, który włączył rodzinę do programu. Jesteśmy takimi pośrednikami w przekazywaniu dobra – informuje P. Piasecki. 

- W edycji Szlachetnej Paczki 2016, w rejonie gubińskim musieliśmy działać nieco nieszablonowo, tak, żeby udało się przygotować paczki dla wszystkich rodzin, które włączyliśmy do programu. Dla kilku rodzin częściowo przejęliśmy na siebie rolę darczyńców i zapraszaliśmy innych ludzi z okolicy do stania się współdarczyńcą. Odzew był ogromny, nawet ciężko było nam to skoordynować. Kiedy o różnych porach dnia i nocy dzwoniły telefony, odbieraliśmy i pakowaliśmy odzież, jedzenie, pościel itp. Część osób i instytucji pomagających w ubiegłym roku już zapowiedziało chęć przekazania jakichś przedmiotów. Bardzo nas to cieszy, chociaż wolelibyśmy, by to te osoby i instytucje same, być może połączone w nieco większe grupy, wybrały konkretną rodzinę i przygotowały dla niej paczkę. Tak będzie lepiej dla wszystkich.

Co dzisiaj robimy? - Pracy jest ogrom. Zebraliśmy już zgody wstępne od rodzin potrzebujących, tych, które zgodziły się na udział w programie. Prowadzimy z nimi spotkania. Szczególnie dziękujemy wszystkim osobom i instytucjom, które potrafią dostrzec będących w potrzebie i które pomogły nam w uzyskaniu i zebraniu dokumentów zgody. Były to m.in. Ośrodki Pomocy Społecznej z miasta, jak i gminy. W ubiegłym roku podczas grudniowego finału, paczki otrzymało 31 rodzin. Chcielibyśmy, żeby w tym roku było podobnie, jednak możliwości tak małej grupy wolontariuszy są ograniczone. Dlatego prosimy o kontakt z nami tych, którzy czują potrzebę niesienia pomocy potrzebującym. numer telefonu to 729 151 077. Zachęcamy do współpracy, bo naprawdę warto – apeluje pan Paweł.

W tym roku finał, czyli wręczenie paczek rodzinom, nastąpi w dniach 9-10 grudnia. Główny magazyn - na czas finału - będzie znajdował się w Zespole Szkół im. Mikołaja Kopernika przy ulicy Racławickiej.

  • 0

Nietypowe ćwiczenia

Zakład Karny w Komorowie (Wałowice 74) był miejscem wyjątkowego – jak na specyfikę miasta – ćwiczenia, które odbyło się 26 października br. Były to w sumie powiązane działania Służby Więziennej, Policji i Państwowej Straży Pożarnej z Gubina.

Scenariusz ćwiczenia obejmował podłożenie ognia w jednym z pomieszczeń przez jednego z osadzonych w budynku, gdzie przebywają więźniowie – mówi Dowódca Jednostki st. asp. Paweł Szymczak: Zakład karny jest rzeczywiście bardzo specyficznym miejscem na prowadzenie podobnych ćwiczeń, ale zagrożenie spowodowane wybuchem na jego terenie pożaru jest jak najbardziej realne. Ewakuacją z zagrożonych pomieszczeń osadzonych na tzw. spacerniak zajęli się funkcjonariusze Służby Więziennej. W czasie sprawdzania stanu obecności okazało się, że „brakuje” jednego z osadzonych. Pościgiem za sprawcą ucieczki zajęli się przybyli w międzyczasie na miejsce zdarzenia policjanci. Nasze działania skoncentrowały się na wejściu na teren obiektu, który ze względu na pełnioną funkcję – znajduje się pod specjalnym nadzorem. Nastąpiło rozwinięcie linii gaśniczej i wejście strażaków w aparatach oddechowych do zadymionych pomieszczeń oraz ich przewietrzeniu. W jednym z nich znajdowała się osoba poszkodowana – funkcjonariusz Służby Więziennej (w tej roli ”wystąpił” manekin, którym dysponujemy). Naprędce został też utworzony punkt medyczny. Dalsze działania polegały na całkowitym oddymieniu pomieszczeń i „ugaszeniu pożaru”. Do ćwiczeń zostały zadysponowane trzy zastępy. Natomiast głównym ich organizatorem jest dyrekcja Zakładu Karnego z Lubska, pod który podlega tutejszy obiekt. Ich przebieg zostały też wysoko oceniony przez dyrekcją Zakładu Karnego. Ćwiczenia o podobnym charakterze mają głęboki sens – mówi dalej st. asp. Szymczak: Nigdy, żaden nawet najbardziej wyrafinowany scenariusz nie jest w stanie założyć takiego ich przebiegu, jaki przynosi rzeczywistość. A ludzie w swoich postępowaniach mogą być po prostu nieobliczalni... W związku z mającą się rozpocząć w niedalekiej przyszłości rozbudową zakładu (o czym pisaliśmy w numerze 15 z br.) – podobne ćwiczenia będą miały miejsce częściej.

Antoni Barabasz

  • 0

Zaczynała jako technik budowlany

Zmiana miejsca pracy nie jest dziś rzadkością. Powody są różne. Tak niewielu osobom, dziś jeszcze pracującym, udało się wytrwać przez całe zawodowe życie w tej samej firmie. Do tego wąskiego grana należy niewątpliwie główna księgowa Miejskiego Ośrodka Sportu, Danuta Sipak. Zielonogórzanka z urodzenia, rodzice przed laty prowadzili powszechnie znany mieszkańcom sklep na rogu ulic Obrońców Pokoju - Nowa. Mówiono często: „Idź i kup u Sipaka”.

Pierwsze kroki zawodowe stawiała w Ośrodku Sportu i Rekreacji w 1977 roku. Tu została skierowana na tzw. staż po ukończeniu technikum budowlanego.  – Pracę zaczynałam w budynku dzisiejszego Urzędu Miejskiego, bo tu były jakieś biura OSiR-u. Co robiłam? Prawie wszystko, a przede wszystkim to, co mi w danym dniu nakazano. Typowe zajęcia dla stażystów: przynieś, wynieś… Ze względu na tytuł „technik budowlany” trafiłam wkrótce do nowo utworzonej ekipy remontowo-budowlanej. Dziś po latach nie potrafię wytłumaczyć, po co była ta ekipa. Malowaliśmy szkołę w Strzegowie, ale i mieszkanie pani doktor. Wyznaczono mnie na szefową grupy malarzy. Potrzebowaliśmy dużo farby, ale tej właśnie na polskim rynku zaczęło brakować. Był to początek lat 80-tych ub. wieku. I tak ekipa moja została zlikwidowana, a mnie wykorzystywano do różnych prac biurowych. Zawsze była chłonna nowej wiedzy i wkrótce postrzegano mnie jako osobę zdolną do wykonywania coraz to bardziej złożonych prac biurowych. Otrzymałam nowe stanowisko: starszy referent OSiR.

W tych latach zakończono budowę krytej pływalni (otwarcie wrzesień 1979) i pani Krystyna jako pracownica OSiR znalazła tu kolejne miejsce pracy, ale już przy biurku. Przez wiele lat pracowała pod skrzydłami Teresy Cierpik, która była jej nauczycielką i którą do dziś wspomina jako swojego opiekuna i mistrzynię w księgowym fachu.

Od 2003 roku, kolejnym awansem, została wyznaczona na stanowisko głównej księgowej „firmy”, która w 2000 roku zmieniła nazwę na Miejski Ośrodek Sportu. - Pracowałam pod rządami siedmiu kierowników, pan Jacek Czerepko jest ósmym moim przełożonym. MOS jest jednostką budżetową gminy Gubin o statusie miejskim, zatem ciąży na mnie wiele obowiązków wynikających z zajmowanego stanowiska.  Będąc przez wiele lat główną księgową, nabrałam wystarczająco dużo wprawy i doświadczenia. Przed wielu laty „księgowałam na amerykance”.  Czasy zmieniły się i prawie wszystko sprowadza się do programów komputerowych. Lubię komputer. Jak trzeba, to i dyplomy w Corelu projektowałam i drukowałam. Człowiek chłonny wiedzy pojmie wszystko, tylko musi chcieć.  Czy czegoś mi brakuje? Lubię podróżować, zwiedzać inne kraje, chciałabym mieć na to więcej czasu. A bywa tak, że planowany wyjazd nakłada się na termin obowiązkowego sprawozdania. I wówczas z przyjemności podróżowania trzeba zrezygnować. Ale myślę, że przyjdzie taki czas, że będę mogła realizować marzenia bez ograniczeń. Oby tylko zdrowie dopisywało – podsumowuje rozmowę pani Danuta.

Kryta pływalnia to nie tylko niecka wypełniona wodą. To cały zastęp ludzi dbających o to, żeby świadczyć dobrą usługę mieszkańcom naszego miasta. W tym odpowiedzialnym zespole musi być miejsce dla księgowej. Tę rolę spełnia Danuta Sipak.

  • 0

Ciężka jest od listów torba listonosza dziś …

Tak śpiewali Skaldowie prawie 50 lat temu. Lata minęły, tak wiele się zmieniło wokół nas, a listonosz z torbą ciężką od listów pozostał ten sam. Czy naprawdę torba jest dalej ciężka? Pytam o to Andrzeja Obczyńskiego, jednego z ośmiu gubińskich listonoszy. - Torba w zasadzie ta sama, i tak samo ciężka. Ile waży? To zależy – bywa różnie, ale z reguły jest to 20-30 kilogramów. Choć żyjemy w świecie sms-ów, maili i przeróżnej techniki przekazywania informacji, ludzie dalej piszą listy, urzędy piszą do obywateli, istnieją listy polecone, gazety w prenumeracie, i… torba listonosza dalej robi się pełna – opowiada pan Andrzej. Czy jest to ciężka praca? – Każda praca, którą potraktujemy poważnie, jest odpowiedzialna i ciężka. Kocham tę pracę i dlatego pracuję na poczcie już 24 lata. Uważam, że jest to praca szczególnie odpowiedzialna. Wychodzę z założenia, że każda przesyłka listowa to ważna informacja dla odbiorcy, który na nią czeka. Dlatego trzeba z nią trafić pod wskazany adres jak najszybciej, no i oczywiście nie pomylić odbiorcy. Ale dziś wszyscy posiadają skrzynki, i kontakt z odbiorcą jest prawie żaden. – No, nie tak do końca. List polecony trzeba oddać do rąk adresata, przesyłkę pieniężną także, czasopismo często też. Stąd kontakt z odbiorcą. A urok tej pracy polega głównie na codziennym kontakcie z mieszkańcami, no i kilku godzinach na świeżym powietrzu. Do tego można dodać wpisany w zawód obowiązkowy trening sprawności fizycznej. No, bo wędrówka po piętrach doskonale wpływa na kondycję. Od zawsze kochałem sport i zawsze byłem sprawny fizycznie.

Przed laty listonosz był jedną z ważniejszych postaci w mieście. To on był doręczycielem tych dobrych, ale i czasami złych wieści. To na niego z utęsknieniem czekali emeryci, choć raczej na emerytalne pieniądze. A jak jest dzisiaj? – To w dużym stopniu zależy od listonosza, od tego jak podchodzi do wykonywania swoich obowiązków. Zawsze pamiętam o tym, że to ja kształtuję wizerunek mój i mojej firmy. To ja mam wpływ, jak będzie postrzegana Poczta Polska w oczach klientów - że nie tylko przez pryzmat kolejki na poczcie. Jakość usługi jest dla mnie najważniejsza. A że pod górkę, z torbą i rowerem? Jak się kocha to, co się robi, to z przyjemnością idzie się do pracy, pcha rower z torbą pełną listów. Zarobki? Choć to ważne, to dla mnie nie najważniejsze. Satysfakcja z dobrze wykonanej pracy i uznanie mieszkańców w obsługiwanym rejonie są dla mnie pierwszoplanowe.

Przed laty listonosza można było poznać z daleka. A dziś? – Dziś w zasadzie tylko po pękatej torbie sporych rozmiarów przewieszonej przez ramię. Polski listonosz nie dostaje charakterystycznego umundurowania jak przed laty. Dlaczego? Trzeba pytać wyżej. Czasem coś tam przyślą, jakąś kurtkę, czapkę. Ale dla wszystkich nie starcza. Każdy musi sobie radzić sam, mieć stosowny do pory roku ubiór, swój rower. Starsi stażem listonosze mają pozostałości mundurowe z czasów, kiedy służbowy strój należał się – podkreśla pan Andrzej.

A jak to jest z psami, które ponoć listonoszy nie kochają? – Listonosza w obsługiwanym rejonie psy znają, on także wie, gdzie pies jest mało przyjazny, i jednakowo traktują mało przyjaźnie wszystkich. Może psy kiedyś miały uczulenie na mundur?

Mówi się, że mieć pracę, którą się kocha, i kiedy jeszcze za to płacą, to duże szczęście. Andrzej Obczyński do takiego grona szczęśliwców należy. Wszystkiego najlepszego!

(sp)

  • 0

Dzikie problemy gubeńskich kierowców

Wiele wskazuje na to, że problem dzików grasujących na obszarach (pod)miejskich daje się też we znaki po zachodniej stronie Nysy. Jak podaje południowo-brandenburski dziennik „Lausitzer Rundschau” („Przegląd Łużycki”), jednej tylko nocy wydarzyło się kilka wypadków drogowych spowodowanych przez dziki, w miejscowościach Pinnow i Bärenklau.

Krótko przed północą samochód w pobliżu Pinnow zderzył się z dzikiem. Około godziny 4:40 z dzikami miały do czynienia dwa inne pojazdy, jak poinformowała policja. Podczas, gdy pierwszy wypadek pociągnął za sobą uszkodzenie karoserii na kwotę około 1000 euro, to po drugim zdarzeniu auto musiało zostać odholowane, a szkody całkowite wyniosły około 6000 euro.

Opr. i przekład: K. Freyer

Odeszli do wieczności

Dziś 1 listopada... 

Na gubińskim Cmentarzu Komunalnym miejsce wiecznego spoczynku znalazło do tej pory prawie 9,5 tys. mieszkańców miasta, w tym roku niemal 180. Wspomnijmy kilku z nich…

styczeń 2017 - lek. med. Zbigniew Madyniak

Doktor Madyniak przez ponad 40 lat pracy na Ziemi Gubińskiej, nigdy nie odmówił nikomu pomocy. Był lekarzem wojskowym, po 1980 roku rozpoczął pracę w środowisku cywilnym. Znany z tego, iż wysłuchał każdego, udzielił stosownej porady, obojętnie, w jakim miejscu był o to poproszony, w sklepie, czy na ulicy. Zawsze skromny, ale zawsze starający się skutecznie udzielić pomocy. Liczne przykłady ostatnich dziesięcioleci dokumentują oddanie i poświęcenie tego cichego i skromnego lekarza. Uhonorowany tytułem „Zasłużony dla Miasta Gubina”. Służył pomocą do ostatnich dni swojego życia. W wypadku samochodowym doznał licznych obrażeń. Zmarł w zielonogórskim szpitalu. Przeżył 76 lat.

czerwiec - Waldemar Kowal

Radny Rady Miejskiej podczas trzech kadencji 1998-2010. Przez ten okres związany był z Komisją Oświaty i Komisją Działalności Gospodarczej, której pracami kierował w latach 2002-2006. Emanował dużym doświadczeniem i zaangażowaniem w pracę radnego. Był postrzegany jako osoba o niezwykłym opanowaniu i mądrości życiowej. Zgłaszane przez niego interpelacje zawsze były nacechowane dużą wagą problemu i ze szczególną troską ukierunkowane na poprawę bytu mieszkańców. Zmogła Go nieuleczalna choroba. Mógł jeszcze wiele lat służyć miastu i gubińskiej społeczności. Przeżył 58 lat.

czerwiec - lek. med. Adam Moskal

Do Gubina przyjechał w 1959 roku i rozpoczął pracę w szpitalu i w przychodni lekarskiej. W 1976 roku uzyskał tytuł lekarza medycyny. Był lekarzem w Gubińskich Zakładach Obuwia „Carina”, oprócz tego przyjmował pacjentów w przychodni ogólnej i pełnił dyżury w pogotowiu ratunkowym. Po przemianach ustrojowych od 1 stycznia 2000 roku podjął pracę w NZOZ „Makris” w Gubinie, jako lekarz rodzinny. Szczególną opieką otaczał pacjentów starszych. Przepisywał im lekarstwa, a później niespodziewanie odwiedzał ich w domach, sprawdzając, czy je przyjmują i czy jest postęp w leczeniu. Sam podupadał na zdrowiu, nie zawsze znajdując czas dla siebie. Przeżył 79 lat.

czerwiec - lek. med. Alicja Sztolberg

W roku 1955 ukończyła na Uniwersytecie Wileńskim Wydział Medyczny. Po studiach rozpoczęła pracę w sanatorium w Druskiennikach, gdzie pracowała na stanowisku ordynatora do 1959 roku. W kwietniu 1959 roku, wspólnie z mężem, w ramach repatriacji przyjechała do Polski i trafiła do Gubina. Tu od jesieni tego roku rozpoczęła pracę w gubińskiej służbie zdrowia, specjalizując się w radiologii. W latach 1965-1969 była członkiem komisji zdrowia Rady Powiatu  w Krośnie Odrzańskim.  W 1973 roku uzyskała I stopień specjalizacji w dziedzinie radiologii. Prowadziła także Poradnię Przeciwgruźliczą. W 1986 roku za zasługi została odznaczona Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. W lutym 1987 roku przeszła na emeryturę. Już jako emerytka pracowała nadal jako radiolog do stycznia 1999 roku. Pogarszający się stan zdrowia nie pozwolił dalej kontynuować pracy zawodowej. Przeżyła 87 lat.

sierpień - Paweł Najdziunas

Należał do wąskiego już dziś, kilkuosobowego grona Pionierów, którzy po zakończeniu wojny tworzyli w Gubinie podstawy polskości. Urodził się w 1922 roku na Litwie. W 1943 roku został wywieziony do Niemiec na roboty przymusowe do wsi koło Cybinki. Koniec wojny zastał go w lagrze Gorlice, skąd w 1945 roku przyjechał do Gubina i zamieszkał początkowo na terenie opuszczonych koszar w Komorowie. W 1946 roku rozpoczął pracę w nowo uruchomionych w Gubinie Polskich Zakładach Zbożowych i tam pracował do emerytury. Z żoną Eleonorą i czwórką dzieci mieszkali całe życie przy ulicy Sikorskiego. Byli małżeństwem przez 69 lat. Żona zmarła w listopadzie 2015 roku, a pan Paweł w sierpniu 2017 roku.

sierpień – Rafał Wypych

W roku 1980 skierowany został do służby w Garnizonie Gubin jako podporucznik WP. Był przeciwlotnikiem, służbę wojskową zakończył jako dowódca dywizjonu przeciwlotniczego w 5. KBZ w stopniu podpułkownika. Następnie rozpoczął pracę w Urzędzie Miejskim na stanowisku inspektora ds. obrony cywilnej. Zdobyte doświadczenie żołnierskie wykorzystywał w realizacji powierzonych mu obowiązków, a obowiązki, jakie wykonywał w Urzędzie, były w pewnym sensie kontynuacją jego poprzedniej aktywności zawodowej jako oficera WP. Z dużym zaangażowaniem koordynował miejską akcją przeciwpowodziową w 2008 i 2010 roku. Przegrał dwuletnią walkę z chorobą. Przeżył 56 lat.

wrzesień - Łucjan Dziubek

Jego losy ściśle wiążą się z naszym miastem od 1955 roku. Poświęcił temu miastu i jego młodzieży ponad 60 lat. Przez długie lata uczył w liceum języka polskiego i języka niemieckiego. Specjalny Ośrodek Szkolno-Wychowawczy w Gubinie był Jego ostatnim miejscem pracy. Na emeryturze był od 1985 roku. Pisał wiele wierszy, tłumaczył artykuły z niemieckiej prasy ukazujące się w „Wiadomościach Gubińskich". Był jednym z założycieli i działaczy Polskiego Stronnictwa Ludowego w Gubinie. Działał w Gubińskim Towarzystwie Kultury. Wiele gubińskich pokoleń zapamiętało Go jako zasłużonego pedagoga i wychowawcę młodzieży. Przeżył 93 lata.

 

 

 

 

 

  • 0

Ocalić od zapomnienia

1 listopada tłumy ludzi udadzą się na cmentarze, aby w rodzinnej atmosferze pochylić się nad grobami swoich bliskich, zapalić znicze i pomodlić się za zmarłych. Spacerując po cmentarzu możemy zauważyć zaniedbane i zniszczone groby. Czas to zmienić. Mamy pomysł, w jaki sposób to zrobić.

Niedługo zaczniemy odwiedzać groby naszych bliskich, przyjaciół i znajomych. Nasza redakcja zachęca do zainteresowania się opuszczonymi, zaniedbanymi grobami. Jedna z naszych czytelniczek zadzwoniła do nas, aby podzielić się pewną refleksją: - W okresie Wszystkich Świętych szczególnie dbamy o groby najbliższych. Serce rośnie, jak się patrzy na młodzież sprzątającą zapomniane groby, ale moglibyśmy zrobić coś więcej. Na niektórych grobach tabliczki są tak zniszczone, że ledwo je odczytać. Być może rodzina jest daleko albo nie ma już dysponentów grobu. Zdarzają się też groby, gdzie porasta mech, zapadają się i nie widać, kto jest w nich pochowany. Może raz do roku warto zrobić na cmentarzu zbiórkę pieniędzy na odnowienie niektórych grobów? Wtedy pamięć o zmarłych nie zginie.

O pomyśle kwesty na rzecz zaniedbanych grobów poinformowaliśmy prezesa Przedsiębiorstwa Usług Komunalnych w Gubinie, który jest zarządcą Cmentarza Komunalnego. - To dobry pomysł, ale trzeba pamiętać, że taką kwestę może zrobić tylko stowarzyszenie, które ma w statucie zapisaną możliwość prowadzenia zbiórek pieniężnych. Jeżeli znajdzie się taka organizacja, nie widzę przeszkód, aby przeprowadzić kwestę. Podkreślam jednak, że takie działania muszą być klarowne i przejrzyste. A wolontariusze muszą być godni zaufania – podkreśla Leszek Linda.

Skoro mowa o wolontariuszach – być może w taką charytatywną akcję warto zaangażować nie tylko młodych i pełnych zapału wolontariuszy, ale także powszechnie znane osoby z Gubina, np. przedsiębiorców, sportowców lub ludzi związanych z działalnością kulturalną? Wtedy jest szansa, że puszki mogłyby się jeszcze szybciej napełniać na ten szczytny cel. Kwestę można by rozpocząć kilka dni przed Wszystkich Świętych, kiedy już panuje duży ruch na cmentarzu, a zakończyć na przykład w Zaduszki.

Temat został rzucony. Oczywiście jest za późno, aby taką akcję przeprowadzić jeszcze w tym roku, ale w 2018 chyba jest to jak najbardziej realne. Teraz czekamy na ruch ze strony stowarzyszeń już istniejących, bądź tych, które powstaną specjalnie na ten cel. Miejmy nadzieję, że pomysł wypali i mieszkańcy Gubina po raz kolejny udowodnią, że mają wielkie serca. Pamiętajmy - są dni pełne radości, szczęścia i uniesień. Ale są też takie, kiedy przeważa zaduma i smutek. I taki jest pierwszy listopadowy dzień. Życie ma swój początek i koniec. Tylko od nas zależy, co ocalimy i o czym będziemy pamiętać...

Andrzej Matłacki

 

  • 0
Subskrybuj to źródło RSS

2°C

Gubin

Cloudy

Humidity: 84%

Wind: km/h

  • 24 Mar 2016 7°C 2°C
  • 25 Mar 2016 9°C 4°C