Banner Top
ostatnia aktualizacja 14 Mar 2014 14:08

"A mnie jest szkoda lata..."

No, więc jestem w Polanicy Zdroju. Kuruję się (pamiętacie Państwo, dwa lata temu pisałam z Ciechocinka).
Ten piękny kurort przydzielił mi Fundusz Zdrowia, nasz Narodowy, nie licząc się z niedogodnościami listopadowej pogody - no i, co gorsza, okresem przed wyborami drugiej tury. Polanica nie Gubin, więc widocznie nie zasłużyła sobie na burmistrza, który przytłaczającą większością głosów mógł wygrać w pierwszej turze.
Dwóch walczących ze sobą panów o jeden fotel, obkleja plakatami całe urocze miasteczko, nad głowami powiewają panele, a z jadących samochodów udekorowanych podobiznami przyszłych władców wydobywa się głos zachwalający kandydatów. Oszaleć można. Głos wdziera się do pokoju sanatoryjnego, trudno przed nim uciec na spacerze.
Na ulicach toczy się zwyczajne życie. Mieszkańcy się spieszą, kuracjusze wręcz przeciwnie, a grupka pracowników z remontowanego nieopodal budynku spokojnie raczy się procentami z gwinta. Zadziwiające. Na drugi dzień w tym samym miejscu ci sami mężczyźni przekazują sobie butelkę.
Deja vu, czy co u licha?

Wieczorem w parkowej restauracji dancing. Pary podrygują w rytmie "Niech żyje wolność", czy innej "Szalonej". Na szczególną uwagę zasługują leciwi panowie, jeszcze przed południem szurający nogami, ale z łapczywym błyskiem w oku, teraz rozdygotani w tańcu z dużo od siebie młodszymi paniami.
Aż strach, że taki się rozleci. Przyjedzie do domu, zmęczony po kuracji, a żona poda świeżo zaparzone ziółka leżącemu na tapczanie "lwu parkietowemu".
W gabinetach zabiegowych pracownicy narzekają na marne zarobki. W ogóle personel (w tym pielęgniarki) uważa, że pogorszyło im się z chwilą przejęcia w 2011r. przez spółkę Polska Grupa Uzdrowisk, która nie tylko zajmuje się tradycyjnym lecznictwem, ale także usługami rekreacyjno-regeneracyjnymi oraz SPA. Oprócz kuracjuszy z NFZ są kuracjusze pełnopłatni, komercyjni.
Piękny zdrojowy park, ogołocony z liści,pozbawiony kwiecia różaneczników i wszelkiego innego, w listopadowej szarudze prezentuje się dosyć smutno.
„A jeszcze przed miesiącem...”, podśpiewuję sobie oglądając plansze ze zdjęciami wykonawców i bawiącej się publiczności, na pierwszym Festiwalu Marii Czubaszek, zorganizowanym właśnie tutaj początkiem października.
Tę imprezę dobrej zabawy z udziałem takich tuzów estrady i kabaretu jak Czubaszek, Andrus, Poniedzielski, Bem, Dorota Miśkiewicz, Groniec, kabaret Hrabi, kabaret 7 minut, wymyślił Hirek Wrona, ten od muzyki w Teleexpressie i radiowej Trójki. Strzał w dziesiątkę ściągnął tłumy do Polanicy.
Marzy mi się, żeby kiedyś wymyślić taką imprezę i mieć na nią pieniądze, która przebije pozostałe
 i rozsławi nasze miasto Gubin.
Acha! Zapomniałam o najważniejszym. Znana producentka kosmetyków, dr Irena Eris kończy właśnie budowę swojego sanatorium. Luksusowy budynek w ogrodzonym dużym parku zostanie otwarty w połowie grudnia. Niestety, nie mogę polecić Państwu w nim Sylwestra, ponieważ wszystkie miejsca dawno już zostały wyprzedane. Doba w apartamencie - 14 tys. zł (słownie czternaście tysięcy złotych), ale za to z lokajem.
 

List do redakcji

Jestem mieszkanką Gubina od 1945 roku. Mój ojciec to osadnik wojskowy, który jako jeden z pierwszych zajmował się zagospodarowaniem Gubina i okolic. Pamiętam prace moich rodziców na rzecz uporządkowania miasta, ludzie pracowali wówczas społecznie. W moim dorosłym życiu kontynuowałam pracę mojego ojca, pracując zawodowo i społecznie. Dlatego dziś dzieje mojego miasta są mi bardzo bliskie. Czytam prasę, przeglądam Internet, interesuję się, co robione jest w moim mieście. W komentarzach Waszej gazety ludzie piszą o dziurach w chodnikach, czy ulicach, obwiniając za to burmistrza. Nie wiem, dlaczego nie zgłaszają tego dla swoich radnych. Po to na nich głosowali, aby ich sprawy rozwiązywali. To radnych zadanie, aby zgłaszali, gdzie trzeba, a nie burmistrza. Aby tak było, trzeba głosować na ludzi z pasją, na takich, którzy swój czas poświęcą miastu. Na ludzi mądrych, wykształconych, którzy nie boją się zabrać głosu w naszym imieniu. Uważam, że takim człowiekiem jest nasz obecny burmistrz - wykształcony, odważny, doświadczony i kulturalny. Doceniam jego pracę. To za jego kadencji Gubin ruszył do przodu. Punkt po punkcie przejrzałam wszystkie przedsięwzięcia, które udało mu się zrobić w mieście. Oby tak dalej. Przejrzałam też program drugiego kandydata na burmistrza, pana Zenona Turowskiego. Wszystkie punkty, które wymienił to puste frazesy. Przecież był pan już zastępcą burmistrza i to za pana kadencji szpital został oddany do Krosna Orz. Dziś pan obiecuje, że powrócą niektóre oddziały. Przecież pan dobrze wie, że w Krośnie szpitala też nie będzie - kwestia czasu. Rząd dąży, aby powstały duże szpitale, dobrze wyposażone w sprzęt i o zatrudnieniu wysokiej klasy specjalistów. Małe szpitale nie mają racji bytu. Może jak powstanie kopalnia, sytuacja się zmieni, ale to jeszcze dużo wody w Nysie upłynie. Mówi pan o ochronie przeciwpowodziowej. Żadna władza od zakończenia wojny nic w tym zakresie nie zrobiła. Dopiero burmistrz Bartczak ruszył z robotami i wszyscy to widzą. On nie bał się spotkać z samym premierem w tej sprawie i upomnieć się o pieniądze na ten cel. I cel osiągnął. Pieniądze są zapewnione na dalsze roboty. Obiecał pan razem z panem Kiertyczakiem, że zrobicie wyspę. Zrobił to obecny burmistrz i może być z niej dumny. Wszystkich moich gości tam prowadzę i są zachwyceni. Zarzuca pan zadłużenie. Przecież pan dobrze wie, że były możliwości otrzymać pieniądze z Unii Europejskiej na korzystnych warunkach i dzięki temu w mieście wiele się zrobiło. Cała Polska tak zrobiła. Absurdalny zarzut. Największym jednak nietaktem jest to, że pan Turowski wchodzi z butami w sprawy rodzinne pana Bartczaka i to w okresie przedwyborczym. Jest to chwyt poniżej pasa. Mnie, jako wyborcę, nie interesują takie sprawy. Każdy niech patrzy na siebie, a później innym wytyka. A tak nawiasem mówiąc, jak to się dzieje, że sąd ojcu przyznaje opiekę nad dzieckiem, a nie matce? Pozostawiam to bez komentarza. 

Rywale mogą się spierać, wymieniać swoje poglądy, pomysły, ale nie wchodzić z butami w czyjeś życie, tym bardziej, że też pan jest po przejściach. Kampania wyborcza powinna być czysta. Jako wyborca cenię kulturę danego kandydata. Takim zachowaniem wydał pan opinię o sobie. Uważam, że tacy ludzie jak ja będą głosować na pana Bartczaka. Nadmieniam, że nie znam żadnego z kandydatów na burmistrza. Oceniam ich po dokonaniach i ich pracy. Śledzę to na bieżąco. Myślę jeszcze, że dla większości wyborców nie ma znaczenia, kto z jakiej partii kandyduje. Liczą się ludzie. Ich umiejętności, zaangażowanie, pasja do tego, co robią. Chciałabym, aby wybrani zostali ludzie, którzy będą zaangażowani w pracy dla naszego miasta, a nie dla swoich partii.

Janina 

(adres i nazwisko do wiad. red.)

Każde pokolenie ma własny czas!

Od lat z coraz większym niepokojem patrzę na szarpaninę, chaos, inwazję chamstwa, osłabienie jakości klasy politycznej. I tej centralnej, i tej samorządowej. Czasami powątpiewam, czy to, co mamy w Polsce, można jeszcze nazwać demokracją.

Ryszard Kapuściński głosił, że rewolucja wybucha niekoniecznie dlatego - nie przede wszystkim - że ludzie nie mają chleba, ale dlatego, że nie potrafią znosić dłużej upokorzeń, pogardy rządzących, gwałcenia godności.

Polacy mają pewien problem ze sobą i nie potrafią myśleć w dalszej perspektywie. Nie spotkałam się z wizją, jak ten kraj, a w nim moje miasto Gubin ma wyglądać za pięćdziesiąt lat.

Polski dyskurs publiczny jest doraźny i skupia się na tym, co dzieje się teraz. Bardziej spieramy się o przeszłość niż o przyszłość.

A ja chciałabym, by powstała sieć autostrad i szybkiej kolei. Polska powinna modernizować się i dokonać skoku cywilizacyjnego. Natomiast nasze elity kłócą się o związki jednopłciowe, zapłodnienie in vitro itd.

Jesteśmy społeczeństwem patriotycznym, ale nie obywatelskim. Trudno jest przeprowadzić wspólne przedsięwzięcie typu naprawa nawierzchni, nawet na małej ulicy domów jednorodzinnych. W rezultacie każdy ma inny chodnik przed domem.

Modlimy się i podczas nabożeństwa mamy pełne usta bliźniego, a na koniec przekazujemy sobie znak pokoju - ale nie przebaczenia.

Z badań wynika, że w Europie najmniej ufają Polacy. Najbardziej Skandynawowie. 

W Polsce panuje kultura niezadowolenia. W Ameryce na pytanie „Jak się masz?” każdy odpowie automatycznie „Świetnie!”, bo nikt nie chce uchodzić za nieudacznika.

W Polsce jest odwrotnie. Ten, kto nie dostał pieniędzy, nie uważa, że on jest winien, lecz czuje się oszukany. Ten, kto dostał więcej, uważa, że za mało. Wszyscy podejrzewają, że inni dostali więcej albo nie powinni dostać nic, ponieważ oszukiwali.

Wielu deklaruje miłość do ojczyzny, którą mierzą ilością pomników (zapanowała u nas pomnikomania), tablic i obchodów na pokaz. Miłość do ojczyzny powinna wyrażać ludzką solidarność, przyzwoitość, życzliwość i niesioną najszybciej jak tylko się da pomoc bardzo potrzebującym.

Nie, drodzy czytelnicy - życiowe przepisy, sytuacje, o których słyszymy „na wskroś debilne”, nie biorą się z kosmosu. Nikt nam ich nie narzuca jak za czasów "stonki z samolotów".

To dzieło naszych genialnych, doświadczonych (czasami przez kilka kadencji) i kompetentnych parlamentarzystów (albo samorządowców).

Ta beznadziejna robota parlamentarna (czasami samorządowa) przekłada się na nasze życie. Z powodu prawnych głupot cierpimy my, ponosząc wszelkie prawne konsekwencje.

A przecież my, wyborcy, jesteśmy ich szefami. To dzięki nam znajdują się w parlamencie, czy samorządzie. Od nas zależy, czy prawo mają sprawować ci, którzy je tak skutecznie psują.

Na koniec kilka cytatów:

Kuba Wojewódzki – „Nasze społeczeństwo jest jak saper - myli się tylko raz, ale za to przy każdych wyborach.”

Stanisław Lem- „Ceń słowa, każde może być twoim ostatnim.”

Albert Einstein – „W warunkach kryzysu ważniejszą od wiedzy jest wyobraźnia.”

No i najważniejsze do zapamiętania - „Pesymista mówi - już chyba nie może być gorzej. Optymista - ależ może.”

 

Kiedy to się zmieni?

Mieszkam tylko 16 km dobrej drogi od Gubina i całe lata świetlne od elektronicznej cywilizacji.

Tak mógłby się rozpoczynać list do redakcji pisany przez mieszkańców kilku wsi gubińskiej gminy, albowiem komórki nie mają zasięgu, telefony stacjonarne działają na falach radiowych, a Internet, również radiowy, otwiera się żółwim tempem.

Jestem mieszkanką jednej z tych wiosek i codziennie doświadczam tego skutków. Np. dzisiaj czekałam 15 minut na otwarcie strony. Nikt się nie może dodzwonić, ponieważ stacjonarny, jak komórka, często nie ma zasięgu.

- Kończą się nasze kłopoty! - cieszyliśmy się jak dzieci, kiedy jesienią ubiegłego roku ekipa zaczęła rozkopywać pobocza i wkładać w nie kable ze światłowodami. Od Gubina do Łomów przez Żytowań i Kosarzyn. W grudniu ub.r. zakończono prace. W wioskach postawiono piękne nowe budki i… na tym się skończyło.  

 Indagowany przez zniecierpliwionych przyszłych użytkowników wójt Zbigniew Barski proponował uzbroić się w cierpliwość, bowiem do czerwca 2014 r. ma zostać wyłoniony drogą przetargu operator sieci.

Mieszkańcy w kalendarzu skreślali dni dzielące ich od tego terminu, niczym więźniowie mający wyjść na wolność.

Niestety nikt nie chciał. Nie opłaca się (nawet Orange Polska, która była wykonawcą robót ziemnych).

 Ponieważ w ziemi zakopano grube pieniądze (może nawet parę milionów), a na powierzchni nic się nie zmieniło, napisałam pismo w imieniu mieszkańców i własnym do pani Marszałek Województwa Lubuskiego. Powołałam się na niemożność (w razie niebezpieczeństwa) wezwania pogotowia ratunkowego, straży pożarnej, czy policji. 

Odpowiedź przyszła po dwóch tygodniach (może dlatego, że pisałam jako dziennikarka Wiadomości Gubińskich).

Departament Infrastruktury i Komunikacji Urzędu Marszałkowskiego zgadza się ze mną w całej rozciągłości, że problem może stanowić o niższym komforcie życia i zagrożeniu bezpieczeństwa, ale oni nic nie mogą, bo właściwym podmiotem, który nadzoruje, jest Urząd Komunikacji Elektronicznej, i że ich Departament zwrócił się do Delegatury Urzędu Komunikacji Elektronicznej o zajęcie się sprawą. Zakres projektu „Szerokopasmowe lubuskie” nie obejmuje budowy przyłączy abonenckich itd. i że „warunkiem koniecznym będzie więc aktywność operatorów (których nie ma) w dotarciu do potencjalnych klientów, wsparta działaniami samych mieszkańców”.

W piśmie podane też są propozycje kontaktu telefonicznego i mailowego z dyrektor Orange Polska w naszym województwie, panią Krystyną Jaszkul.

I dalej opis tego, jaką mamy szansę na dalszy rozwój sieci szerokopasmowej w Programie do 2020r.

W sukurs za pismem odwiedziło mnie dwóch przedstawicieli wymienionej Delegatury, którzy przez godzinę przekonywali mnie, że nic w tej materii zrobić nie mogą i poradzili, żeby pisać comiesięczne reklamacje do Warszawy. Tego samego zdania była pani dyrektor Orange Polska, z którą rozmawiałam.

Reasumując – jeżeli chcemy żyć w XXI wieku, musimy wziąć sprawy w swoje ręce, a najlepiej, żeby na naszym terenie znalazł się przedsiębiorca, który chciałby zostać dystrybutorem sieci. Wkurzyłam się. To po co nam władza i wszelkie Departamenty i Delegatury z urzędnikami?

Nie bardzo chce mi się dalej „kopać z koniem”. Myślę, że łatwiej będzie zmienić adres zamieszkania. 

Przerażające jest to, jak bardzo marnotrawione są pieniądze z Unii Europejskiej.

Rozpoczęte niedokończone autostrady, rozsypująca się kolej przy równoczesnym niewykorzystaniu przeznaczonych na ten cel unijnych funduszy, budowane parki wodne, sale koncertowe, które po otwarciu się zamyka, bo nie ma pieniędzy na utrzymanie. Statystyka pęcznieje, urzędnicy biorą premię.

Nikt nikogo nie rozlicza z rozumu i organizacji.

Klasyczna wolnoamerykanka.

 

Sprostowanie

Zgodnie z prawem prasowym publikujemy sprostowanie na prośbę zainteresowanego. Ostatni akapit sprostowania został przez redakcję pominięty, ponieważ nie odnosi się on rzeczowo do publikowanego w ostatnim numerze "WG" artykułu.

W możliwie najbliższym czasie redakcja „Wiadomości Gubińskich” w wersji papierowej odniesie się odpowiednio do zamieszczonego sprostowania.

Czas szybko mija

Piętnaście lat temu, 9 kwietnia, odszedł od nas na zawsze

BOGUMIŁ SPYTKOWSKI

(1937 – 1999)

Urodził się 19 lutego 1937 roku, w Starachowicach, w województwie kieleckim, w rodzinie robotniczej. Od chwili, kiedy w 1943 roku wojna zabrała mu ojca, on i jego dwaj bracia, Jan i Tomasz, pozostają na utrzymaniu matki Józefy, a później – starszego brata. 

W 1947 roku przyjechał z matką i braćmi na Ziemie Zachodnie, do Grabic, w powiecie gubińskim, gdzie matka nabyła na własność gospodarstwo rolne.

 Naukę rozpoczął w 1946 roku w Publicznej Szkole Powszechnej w Grabicach. Po jej ukończeniu edukował się w Liceum Ogólnokształcącym w Gubinie. Absolwentem tej szkoły został w 1955 roku. Podjął studia na Politechnice we Wrocławiu. Po pierwszym semestrze musiał jednak je przerwać, z uwagi na stan zdrowia.

 Od 2 stycznia 1956 roku podjął pracę zawodową w Instytucie Przemysłu Organicznego w Dziale Barwników i Półproduktów Oddział w Brzegu Dolnym, w charakterze laboranta. Następnie pracuje jako inwentaryzator w Spółdzielni „Samopomoc Chłopska” w Gubinie. 

Od maja 1958 roku do kwietnia 1960 roku odbywał zasadniczą służbę wojskową, podczas której ukończył szkołę mechaników lotnictwa. 

Od grudnia 1960 roku pracował jako inspektor podatkowy w Wydziale Finansowym Prezydium Powiatowej Rady Narodowej w Gubinie. Po likwidacji powiatu gubińskiego zatrudniony - jako inspektor - w Krośnie Odrzańskim. 

Z dniem 15 grudnia 1962 roku został powołany na stanowisko zastępcy przewodniczącego Prezydium Miejskiej Rady Narodowej w Gubinie. 20 grudnia 1973 roku powierzono mu stanowisko zastępcy Naczelnika Miasta Gubina.          Od 1 lutego 1975 roku Wojewoda Zielonogórski Jan Lembas powołał Go na Naczelnika Miasta Gubina. Od 6 czerwca 1975 roku – zastępca Naczelnika Miasta Gubina. Tę służbę pełnił do 3 października 1990 roku. Następnie pracował jako komendant Wojskowego Domu Wczasowego. Później – jako kierownik Masarni Gminnej Spółdzielni „Samopomoc Chłopska” w Gubinie. 

W trakcie pracy zawodowej dokształcał się. Ukończył wyższe studia zawodowe administracyjne, następnie studia magisterskie na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.

Bogumił Spytkowski, jako zastępca naczelnika, bardzo angażował się w życie miasta, w różnych dziedzinach. Był założycielem, a później prezesem Oddziału Miejskiego Polskiego Towarzystwa Turystyczno-Krajoznawczego w Gubinie (w lata 1970-72). Ofiarnie udzielał się przy budowie Przedszkola nr 3 i Krytej Pływalni. Nieobojętne mu były pomniejsze przedsięwzięcia inwestycyjne, społeczno-gospodarcze realizowane w mieście.

B. Spytkowski cieszył się szacunkiem współpracowników i otoczenia za wyjątkowe, życzliwe otwarcie na ludzi i ich sprawy. Skromny, daleki od zdobywania rozgłosu. Honorowany i odznaczany przez władze województwa i powiatu.

Zmarł 9 kwietnia 1999 roku. 

Pochowany na Cmentarzu Komunalnym w Gubinie. 

Jak zapamiętała go córka Danuta od strony rodzinnej? 

„Jako Ojciec był bardzo wyrozumiały, ciepły i kochający. Z żoną Katarzyną, moją mamą, przeżył 37 lat.(…) Był porządnym człowiekiem. Zawsze będę Go wspominała jak najlepiej. W pracy kierował się profesjonalizmem. Bardzo żałuję, że mój syn nigdy Go nie poznał.”  

Bogumiła Spytkowskiego zapamiętaliśmy jako miłego i sumiennego człowieka, oddanego swojej roli pracownika administracji.

Włodzimierz Rogowski 

Masz wybór

W nadchodzących wyborach samorządowych dają się zauważyć dwie tendencje. Niestety, dominuje jeszcze ilość komitetów polityczno- partyjnych, co nadal odstrasza wielu wyborców. Te partyjne komitety wyborcze najczęściej prowadzą brutalną walkę, nie przebierając w środkach. Bywa, że wręcz opluwają przeciwników. To taki putinowsko-komunistyczny styl działania. W naszym województwie coraz silniejsze są bezpartyjne, obywatelskie komitety wyborcze, dla których prognozy sukcesu stale zwyżkują. Przykładem może być Nowa Sól, Krosno, jak również Gubin. Coraz częściej partie polityczne, uznając swoją słabość, oficjalnie wspierają niezależnych kandydatów na burmistrzów, szczególnie tych z wyraźnymi sukcesami i akceptowanych społecznie. Dużym zaskoczeniem było oficjalne poparcie Platformy Obywatelskiej, wyrażone publicznie przez przewodniczącą Bożennę Bukiewicz dla naszego burmistrza Bartłomieja Bartczaka. Dorobek urzędującego burmistrza Bartczaka jest niekwestionowany, zarówno w sferze rozwoju kultury, sportu, gospodarki, infrastruktury, jak również znaczącej poprawy stosunków międzyludzkich naszej społeczności. Burmistrz Bartczak robi wiele na rzecz integracji społecznej Gubina. Aktualnie startuje na trzecią już kadencję z autorskiego, bezpartyjnego, społecznego komitetu wyborczego z bardzo mocną ekipą kandydatów na radnych, która już w chwili ogłoszenia zadziwi wielu wyborców, gdyż reprezentuje wiele opcji, również politycznych. Dziś już wiadomo, że obok PO uzyska on poparcie gubińskiego Prawa i Sprawiedliwości, Stronnictwa Demokratycznego, PSL-u i wielu organizacji pozarządowych, jak i gubińskich przedsiębiorców.

Jest też znany kontrkandydat Bartczaka, lider gubińskiego SLD, były wiceburmistrz, bez większego dorobku, Zenon Turowski. Poczynania SLDowskiego starosty, radnych lewicy, nie mogą rokować sukcesu tej partii, szczególnie po niedawnych wpadkach jej polityków i marginalizacji Gubina w powiecie. Z SLD odeszła już większość znaczących działaczy. O słabości gubińskiego SLD świadczy też aktualna łapanka kandydatów na radnych. Na listach nie pojawią się zapewne nowe talenty. Panu Turowskiemu nie ma się co dziwić, że postanowił kandydować, skoro wyschło mu źródełko dochodowe robienia pieniędzy na zatrudnianiu w Guben gubiniaków do segregacji śmieci. Należy też przypomnieć, że nie zakończył się jeszcze proces gubińskiej skarbniczki miejskiej i kasjerek, w której to sprawie przesłuchiwano byłego wiceburmistrza.

Gdzieś w tle kandydatów na burmistrza jest jeszcze Andrzej Białek, doświadczony radny i już prawie emeryt w pełni sił. Jego kandydatura została oficjalnie ogłoszona jako ostatnia i jest owiana jakby mgiełką tajemnicy. Zadziwia też wypowiedź radnego Białka w Gazecie Powiatowej. Przypomnijmy, że radny Białek pełnił funkcję przewodniczącego Komisji Bezpieczeństwa w Radzie Miejskiej, a teraz oświadcza, że w sprawach bezpieczeństwa w mieście jest wiele do zrobienia. Może to tylko przejęzyczenie. W okresie przedwyborczym wiele się jeszcze wyjaśni. Jeśli będziemy wybierać z tej trójki, to szanse i doświadczenie aktualnego burmistrza Bartczaka, szczególnie ze względu na umiejętności zdobywania funduszy dla miasta, są zdecydowanie największe.

 

Wiesiek donosił...

Kiedyś pisałam, że już nic nie jest w stanie mnie zaskoczyć. A jednak…

Wiadomość o kłamstwie lustracyjnym radnego Wiesława Galewskiego przyjęłam ze smutkiem i zażenowaniem. Poczynając od samego tekstu, a kończąc na temacie.

W ciągu istnienia IPN teczki przetrąciły kręgosłup i skazały na niebyt niejednego profesora (jeden o światowej sławie astronom, po oczyszczeniu z zarzutów, wyniósł się z Polski ze swoją naukową wiedzą), artystę, polityka itd.

Do dziś toczą się spory, czy „Bolek” to Wałęsa, a Ryszard Kapuściński - talent reporterski, którego trudno zastąpić, dzięki książce Artura Domańskiego, stał się konfidentem na usługach IPN. Naturalnie, na ogół sądy lustracyjne wybielają, ale smrodek zostaje, zwłaszcza w małym lokalnym społeczeństwie.

Z Wieśkiem Galewskim pracowałam w Gubińskim Domu Kultury. Był instruktorem filmu i fotografii. I… donosił. W drugiej połowie lat osiemdziesiątych donosił taśmy z nagraniami Jacka Kaczmarskiego i teksty o tej samej tematyce, co piosenki. Słuchaliśmy tego w zamkniętych pomieszczeniach. 

Czy mam teraz w IPN sprawdzić moją teczkę? Może donosił, w końcu byłam dyrektorem placówki upowszechniania kultury, a tę w PRL traktowano jako narzędzie propagandy. Bzdura.

Nie wiem, dlaczego Wiesiek (nie rozmawiałam z nim), wiedząc o „wyroku”, nie zareagował wcześniej. Może wiedząc, że jest niewinny - zlekceważył.

Wiem natomiast, że żądanie zwrotu diety radnego z poprzednich trzech lat, kiedy uczestniczył w pracach Rady, nie świadczy dobrze o rzetelnej ocenie sytuacji.

A tak nawiasem.

Czy zapytanie tego typu kieruje się do IPN w ostatnich latach kadencji, czy może czeka się na odpowiedź trzy lata?

Dla mnie wygaśnięcie mandatu (odebranie, złożenie - jak kto chce) w wyniku pijaństwa za kierownicą jest sprawą jasną i oczywistą.

W wypadku lustracji, opartej tylko na teczkach ubecji, która musiała się wykazać - nie.

 

 

Czy warto się uczyć?

Uff!!! Już po wakacjach. Długo przez uczniów oczekiwany czas kanikuły dla rodziców jest dużym stresem. 

Rodzic ma od 20-tu do 26-ciu dni urlopu, dziecko 62 dni letnich wakacji. Nawet, jeżeli pójdzie na półkolonie, czy pojedzie na kolonie, z rodzicami na wczasy - to zajmie tylko dwa tygodnie. A co z resztą? Kto w tym czasie ma zająć się latoroślą?

Koniec wakacji przyjmowany jest przez obie strony z niepokojem.

Dzieci wyrażają zaniepokojenie z powodu powrotu do codziennych obowiązków, rodziców stresują duże wydatki związane z rozpoczęciem roku szkolnego.

Nic dziwnego, skoro (jak kiedyś napisała Gazeta Wyborcza) posiadanie dziecka w Polsce jest luksusem.

Ta sama gazeta wyliczyła, że posiadanie dziecka przez krótki okres od poczęcia do rozpoczęcia nauki w szkole podstawowej kosztuje 27,5 tys. zł. Samo przejście dziecka przez podstawówkę to kwota 39 tys. Szkoła średnia to 21 tys. do 338 tys. (w tej drugiej kwocie chodzi chyba o szkoły prywatne). Gazeta podsumowała, że dziecko od poczęcia do matury kosztuje rodziców od 90 tys. (wersja ekonomiczna) do 868 tys. (wersja ekskluzywna). Rodzice ze swojej natury chcą dziecku zapewnić dobre wykształcenie, a w przyszłości taką samą lub lepszą pozycję niż sami mają. Ale w naszej kulturze - kraju na dorobku, ta potrzeba przybrała chore rozmiary. 

„Wielu rodziców traktuje szkołę jak bank, gdzie zakłada się lokatę i chce mieć jak najlepszą stopę procentową. Ta lokata to dziecko, a stopa zwrotu - wynik na egzaminie” - uważa wiceszef stołecznej edukacji, Mirosław Sielatycki.

 A i tak wg CBOS 57 proc. Polaków nie sądzi, by dyplom miał dziś wartość na rynku pracy.

 Z naszego podwórka: w Gubinie dziewczyna po dwóch fakultetach siedzi w kasie jednego z marketów.

20 proc. nastolatków nie wierzy, że jeżeli będzie się dobrze uczyć, to dostanie dobrą pracę. 71 proc. uważa, że szkoła nie daje przydatnej w pracy wiedzy.

Czy zatem warto się uczyć?

Zdecydowanie tak, ale inaczej, bowiem szkolna edukacja nie wystarcza, aby nawet prymusowi zapewnić sukces w dorosłym życiu.

Większość pracodawców mówi, że polskim absolwentom najbardziej brakuje współpracy w grupie, debaty publicznej, aktywności, zdolności organizacyjnych, inteligencji emocjonalnej, edukacyjnego wykorzystania nowych technologii.

To wszystko będzie bardzo się liczyć w ich dorosłym życiu.

Do rodziców więc wraca obowiązek pobudzenia rozwoju swoich dzieci. I to nie udzieleniem lekcji. Trzeba by więc ze swymi dziećmi najzwyczajniej żyć, mniej ustawiać się w roli menadżera ich sukcesu.

Także rodzice powinni naciskać na ewolucję systemu szkolnego, a znajdą sojuszników wśród wielu nauczycieli.

 

Sumienie po naszemu

Życie polityczne w Polsce nabiera tempa. Normalka. Tak prawie zawsze przed wyborami. Z tym, że afery związane z taśmami coraz dosadniejsze w swojej wymowie i włosy stają na głowie, jak człowiek pomyśli, co jeszcze ujawnią do jesiennych wyborów.

Lud Boży od dawna spekuluje, że inaczej się do niego mówi, a inaczej się załatwia w restauracyjnych zaciszach. Też nie dziwi, bo chyba tak jest w polityce na świecie. Martwi go tylko własne zdrowie, o które coraz trudniej zadbać z powodu dostępu do specjalistycznego leczenia i braku kasy na lekarstwa.

Lud Boży martwi się też, że coraz bardziej stajemy się "talibami", czyli państwem wyznaniowym.

Lekarze tworzą stowarzyszenia (Katolickie Stowarzyszenie Lekarzy Polskich) i podpisują (na szczęście nie wszyscy) "Deklarację Wiary" - która mówi, że "prawo boskie ma pierwszeństwo przed ludzkim" i że ciało ludzkie jako dar Boga jest nietykalne, że powołanie do rodzicielstwa jest planem Bożym i tylko wybrani przez Boga i związani z Nim świętym sakramentem małżeńskim mają prawo używać tych organów (nie do wiary, że to XXI w.).

Mam znajomego lekarza na Śląsku Cieszyńskim, który jest Świadkiem Jehowy i pracuje w szpitalu. Zadzwoniłam i zapytałam, czy wykonuje transfuzję, bo to może kolidować z jego sumieniem. Powiedział, że jest lekarzem, należy to do jego obowiązków, chociaż on sam nie poddałby się transfuzji. Widocznie sumienie sumieniu nierówne.

Aż strach pomyśleć, że może w następnym rzucie powstanie Stowarzyszenie Katolickich Prawników, którzy będą sądzili w/g prawa Bożego i własnego sumienia.

Szkoda tylko, że to katolickie sumienie nie ma więcej empatii dla ludzi, więcej miłosierdzia dla ich słabości, a każe zdeptać każdego, kto urodził się np. Żydem, czy homoseksualistą. Gdzie prawo Boskie? Bóg każe kochać każdego.

Z ostatniej chwili:

Policja i prokuratorzy w redakcji "Wprost" - jednej z największych gazet w Polsce, która ujawniła aferę taśmową. W czasie, gdy w kraju trwają obchody 25-lecia odzyskania wolności?

Powtórzę za Ernestem Bryllem - "Wolność jest tanio sprzedawana, a tak drogo była zdobywana."

 

 

Subskrybuj to źródło RSS

2°C

Gubin

Cloudy

Humidity: 84%

Wind: km/h

  • 24 Mar 2016 7°C 2°C
  • 25 Mar 2016 9°C 4°C